„Pozytywka” – Agnieszka Lis

Monika – dziewczyna ze wsi, której zawsze brakowało rodzicielskiej miłości. Ani mama ani ojciec nie potrafili jej powiedzieć, że ją kochają, nie potrafili nawet nauczyć jej jak rozmawiać z innymi ludźmi. Samotna, potrzebująca akceptacji poznaje letnika Roberta. Początkowa fascynacja między dwojgiem młodych ludzi przeradza się w coś piękniejszego i poważniejszego. Zaręczyny, ślub jak z bajki, na który rodzice panny młodej się zadłużyli miał być jej przepustką do wielkiego świata, pełnego dobra, zrozumienia i luksusu. Kochający mąż, specyficzny teść i teściowa nie skąpiąca grosza na ubrania dla synowej – z początku wszystko było jak w bajce. Do czasu… Mówią, że jeśli mężczyzna ma ciepło w domu to „nie jada na mieście”, Robert chyba o tym zapomniał szukając pocieszenia i uciech u krągłych kobiet. Jeżeli Monika myślała, że wychodząc za mąż czeka ją sielanka to się grubo myliła. Według Roberta powinna siedzieć w domu i rodzić dzieci, ale teściowa Teresa w głębi serca nie chciała by jej synowa skończyła tak jak ona sama przed laty. Poszła więc do pracy, a co za tym idzie również ku rozpaczy ślubnego na studia. Jednak jej wszelakie plany pokrzyżowała ciąża… Pewnie zastanawiacie się „jak to ciąża może być problemem w takim małżeństwie?!”. A no sama ciąża może nim do końca nie jest, ale jej następstwa owszem… Jak bardzo mogą boleć słowa „nawet dziecka nie potrafisz urodzić!”, „nie nadajesz się do niczego!”? O tym miała okazję przekonać się nasza bohaterka… Do czego doprowadzi depresja? Czy ludzie po ślubie faktycznie się zmieniają czy może przed nim skrupulatnie ukrywają swoją prawdziwą twarz?

Wiliam Szekspir napisał kiedyś „Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem, zbyt mądrze piękna, stąd is­tnym jest głazem.” i według mnie ten opis w 100% pasuje do Moniki. Szara myszka wywodząca się ze wsi, z góry skazana na niepowodzenie dzięki sile determinacji i próbie ukarania samej siebie pnie się po szczeblach kariery. Czy to pozwoli zagłuszyć jej ból czy jeszcze go pogłębi?

Spotkałam się z określeniem, że to idealna powieść na świąteczny okres. Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Książka jest przepełniona bólem i cierpieniem matki, która patrzyła na śmierć swojego dziecka, a potem katowała się pracą w korporacji traktując to jako karę dla siebie samej. Zakończenie zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie, myślałam, że całkiem inaczej potoczą się losy głównej bohaterki. Osobiście jest mi niesamowicie żal Moniki, miałam ochotę ją po prostu przytulić i wyszeptać do ucha, że wszystko będzie dobrze. Powieść bardzo szybko skradła moje serce, ponieważ w bohaterce odnalazłam część siebie. Mimo zakończenia odbiegającego charakterem od reszty książki jest mi cholernie przykro. Przykro, że Monika musiała tyle wycierpieć, przykro, że to już się skończyło. Pozostaje mi czekać na kontynuację, którą pochłonę znowu w jeden wieczór.

To było moje pierwsze spotkanie z Agnieszką Lis i z pewnością nie ostatnie. Już nie mogę się doczekać kolejnej powieści pt. „Karuzela” – niedługo zapowiedź na blogu. Kochana bardzo Ci dziękuję za możliwość przeczytania Twojej „córeczki” – to był cudownie rozpoczęty rok.

Serdeczności, Magdalena

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>