„Bilet do szczęścia” Beata Majewska

„Bilet do szczęścia” to kontynuacja bestsellerowego „Konkursu na żonę”. Autorka tym razem przechodzi samą siebie, bo historia, którą stworzyła jest na bardzo wysokim poziomie. Ale zacznijmy od początku ;)

Łucja zakochała się w Hugonie pierwszą, prawdziwą i szczerą miłością. Niestety sprawę komplikuje wyjście na jaw konkursu, jaki jej ukochany zorganizował wraz z kolegą, by dostać spadek po wuju. Rozgoryczona dziewczyna nie wie co robić, a choroba babci sprawia, że tama rozpaczy zaczyna przeciekać. Czarę goryczy przelewają jednak dwie kreski na teście ciążowym Łucji… Dziewczyna będąca w potrzasku postanawia zostać w mieszkaniu Hugona na czas, dopóki sytuacja z babcią się nie wyklaruje. W mężczyźnie tli się nadzieja, że jeszcze wszystko może być między nimi dobrze.

Hugo przechodzi pewnego rodzaju przemianę. W pierwszej części był zapatrzonym w siebie gburem, egoistą i jakoś nie żywiłam do niego szczególnie przyjaznych uczuć. Teraz widać jego przemianę, stał się mężczyzną, którego można zazdrościć. Czuły, opiekuńczy i…zakochany. W końcu przyznaje się do swoich uczuć, których na szczęście się nie wstydzi, a Łucja i dziecko stają się oczkiem w jego głowie.

Łucja również się zmienia. Rzekłabym, że odmienny stan jakim jest ciąża sprawia, że dziewczyna dojrzewa – w końcu decyduje już nie tylko o sobie samej. Kocha Hugona mimo wszystko, ale ból nie pozwala jej o wszystkim zapomnieć. Oczywiście zauważa, katharsis ukochanego, ale potrzebuje czasu by wszystko przemyśleć i pewnego rodzaju znaku z nieba, że warto zacząć wszystko od nowa.

Łucja zgadza się wyjść za Hugona, by ten otrzymał spadek po wuju. Jednak nie jest to happy end, wiąże się to bowiem z pewnymi zasadami i pewnego rodzaju ultimatum…

Powieść pochłonęłam w jeden dzień. O ile pierwszą część początkowo mi się ciężko czytało (zupełnie nie wiem dlaczego) to „Bilet do szczęścia” sam mi się czytał :) Napięcie wzrastało wraz z każdą stroną, nie mogłam się doczekać, by sprawdzić co kryje się za rogiem. Polubiłam tych dwoje bardzo szczerze. Ciągle kibicowałam Hugonowi i podpowiadałam podświadomi Łucji co ma robić. Beata Majewska jest stworzona do pisania powieści „ku pokrzepieniu” złamanych serc, daje nadzieję na lepsze jutro. A historia tych dwojga jak dla mnie może trwać wiecznie :) Już się nie mogę doczekać jesieni i kolejnej części „Zdążyć z miłością”.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Beacie Majewskiej i Wydawnictwu Książnica :)

Serdeczności, Magdalena

„Święty i błazen. Jego droga do świętości” – Jan Grzegorczyk

Żyjemy w czasach, w których ludzie odchodzą powoli od Kościoła. Czy patrząc na wszelakie skandale związane z księżmi można się dziwić? Oczywiście nie powinno się oceniać wszystkich po postępowaniu jednostek, aczkolwiek niesmak pozostaje.

Na szczęście na świecie są również księża, zakonnicy i zakonnice z prawdziwego powołania, którzy przede wszystkim chcą służyć Bogu i ludziom, a nie sobie samym. Z pewnością taką osobą był Ojciec Jan Góra. Był, bo niestety od 21 grudnia 2015 roku nie ma go wśród nas pod postacią ludzką, ale myślę, że gdzieś tam z góry bacznie nam się przygląda.

„Święty i błazen – Jego droga do świętości” autorstwa Jana Grzegorczyka (pisarza i publicysty) to rozmowa – testament z o. Janem Górą, która aktualnie jest poszerzona o ostatnie dni i słowa zmarłego dominikanina.

24 sierpnia 1966 roku, młody Jan Góra po raz pierwszy zawitał w bramach klasztoru. Rozpoczęła się droga nowicjatu. Kraków, Tarnobrzeg, Warszawa, po czym ostateczna decyzja – oddelegowanie do Poznania – do pracy z młodzieżą. Pewnie wielu z Was wie, że o. Jan w 1997 roku zorganizował pierwsze Ogólnopolskie Spotkanie Młodzieży Lednica 2000 nad jeziorem Lednickim koło Gniezna. Odtąd spotkania młodych pod Bramą Rybą odbywały się odbywały się co roku, początkowo w wigilię Zesłania Ducha Świętego, a obecnie w pierwszą sobotę czerwca.

Książka napisana jest wręcz z namaszczeniem. To nie tylko wspomnienia o. Jana Góry, ale też jego portrety pisane przez jego najbliższych. Sam ojciec jest przedstawiony dokładnie takim, jaki był – ciepły, oddany posłudze Panu, pokusiłabym się również o stwierdzenie, że był apolityczny – nie mieszał się w politykę, nie współpracował z żadną partią. Jednak nie jest to powieść tylko o dominikanie, to książka również o osobach i miejscach ważnych w jego życiu. Pytania Grzegorczyka nie są banalne, tak jak jest to niebanalna biografia. Nasz bohater nie jest przedstawiony jako osoba bez wad, sam mówi, że do ideału mu daleko, a przy tym przyznaje się, że czasami używa mało grzecznego języka, wręcz „budowlanego” – w końcu „Nie można pieszczotliwie kłaść cegły”, a on ciągle budował. Stawiał fundamenty wiary w ludziach i budował Kościół w każdym z nas.

Książka jest adresowana do osób będących w różnym wieku – od młodzieży, po osoby starsze. Wiara czytelników też nie ma tutaj większego znaczenia, ponieważ książka nie nawołuje do nawrócenia się czy powrotu do Boga. Zmusza jednak do myślenia, zastanowienia się do czego dążymy, a po lekturze, aż chce się być lepszym człowiekiem. Czas spędzony nad „Święty i błazen” z pewnością nie będzie należał do czasu zmarnowanego. Gorąco polecam.

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie wydawnictwu Zysk i Spółka.

Serdeczności, Magdalena

„Od Euro do Mundialu” – Roman Kołtoń

Zbliża się Dzień Ojca, a ja przychodzę do Was z propozycją prezentu na ten dzień. „Od Euro do Mundialu” autorstwa Romana Kołtonia to idealna pozycja dla fanów piłki nożnej!

Piłka nożna nie zajmuje strategicznego miejsca w moim życiu, ale gdy tylko Polska gra ważny mecz grzecznie siadam przed telewizorem i oglądam walkę o wygraną, medale i puchary. Nie robię tego z poczucia obowiązku, a z ciekawości. Wiem, że wiele osób podchodzi do meczy w taki sam sposób jak ja – znacie szał towarzyszący największym rozgrywkom? Strefy kibica, malowanie twarzy i cała masa komercyjnych gadżetów. Podobnie postąpiłam z książką „Od Euro do Mundialu” – przeczytałam z ciekawości. Reporter Polsatu Sport zabiera nas za kulisy Euro 2016 i przygotowania do walki o Mundial 2018. Opisuje nie tylko techniczne aspekty meczy, ale przede wszystkim cały tabun ludzi zaangażowanych bezpośrednio, jak i pośrednio w drogę do zwycięstwa. Omawiane nie są tylko sposoby gry Polaków, ale również drużyn przeciwnych. Analizy są bardzo wnikliwe, ale co mnie ucieszyło – napisane bardzo przystępnym językiem, który zrozumiał nawet taki laik, jakim ja jestem. Książka naszpikowana jest anegdotami oraz opowieściami z życia prywatnego kadry. Całość okraszona jest zdjęciami, a w zasadzie to ich całym mnóstwem co bardzo ucieszyło moje damskie oko.

„Od Euro do Mundialu” jest dedykowana przede wszystkim kibicom i fanom piłki nożnej – podejrzewam, że będą bardzo zadowoleni z tematyki i z informacji zawartych w książce. Czego dokonał Adam Nawałka, co nie udało się Jerzemu Engelowi, Pawłowi Janasowi, Leo Benhakerowi czy Franciszkowi Smudzie? Którzy piłkarze nadużyli jego zaufania? I przede wszystkim jaki jest jego złoty środek na podniesienie prestiżu i ilości zwycięstw?

Jeśli chodzi o książkę jest cudownie wydana, czcionka jest przyjazna dla oka, zamieszczone zdjęcia są świetnej jakości, a sama pachnie cudownie świeżym tuszem. Podziwiam autora, ponieważ zbieranie informacji z pewnością wymagało od niego poświęcenia niezwykle dużej ilości czasu, zaangażowania emocjonalnego i wiedzy, jaką ma niewielu pasjonatów. Czytając mam odczucie, że wręcz wtopił się w bohaterów, a nawet rzekłabym, że jest jednym z nich.

Obserwujcie uważnie nasz fanpage Czytam w pociągu, ponieważ już niedługo będziecie mogli wygrać „Od Euro do Mundialu”
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i Spółka.

Serdeczności, Magdalena

Zapowiedzi – Wydawnictwo Zysk i Spółka

Danuta Pytlak – „Powiem Ci, kim jesteś”

Pytlak_Powiem 500

„Podczas wyjazdu integracyjnego Adam, nowy pracownik stołecznego banku,
wchodzi w ostry konflikt z jednym z kolegów, Hubertem. Nie przeczuwa
nawet, jakie będą tego konsekwencje, jak głęboko to wydarzenie wpłynie
na jego życie prywatne i uczuciowe. W pracy poznaje Asię i po kilku
tygodniach luźnej znajomości zostają parą. Wydaje się, że są dla siebie
stworzeni. Tymczasem narasta spór z Hubertem, który rozpoczyna perfidną
nagonkę na dziewczynę Adama.

Pojawienie się w zespole nowego pracownika od początku budzi wiele
emocji. Układy i układziki, kolesiostwo i molestowanie – to
rzeczywistość, z którą muszą się zmierzyć bohaterowie powieści. Czy tym,
którym zależy na uczciwości i wzajemnej współpracy, uda się zmienić
dotychczasowe zasady gry? Czy w takim środowisku prawdziwe uczucie ma
szansę przetrwać?”

zgromadzenie cieni_1400


MAGIA, PRZYGODA I FASCYNUJĄCY ŚWIAT RÓWNOLEGŁYCH LONDYNÓW W JEDNEJ Z NAJCIEKAWSZYCH POWIEŚCI FANTASY OSTATNICH LAT.

Upłynęły cztery miesiące, odkąd w ręce Kella wpadł czarny kamień. Cztery miesiące, odkąd przecięły się ścieżki antariego i dziewczyny z Szarego Londynu, Delilah Bard. Cztery miesiące, odkąd książę Rhy został ranny, Kell i Lila pokonali rządzące Białym Londynem bliźniaki Dane, a kamień wraz z umierającym Hollandem wrzucili w otchłań Londynu Czarnego. Pod wieloma względami sytuacja prawie wróciła do normalności, chociaż… Rhy spoważniał, a Kella dręczą wyrzuty sumienia. Antari nie przemyca już przedmiotów między światami – jest nerwowy, nawiedzany przez sny z udziałem złowieszczej magii, skupiony na myślach o Lili, która zniknęła mu z oczu w porcie, tak jak zawsze tego pragnęła. Tymczasem w Czerwonym Londynie trwają przygotowania do Igrzysk Żywiołów, spektakularnego i kosztownego międzynarodowego turnieju – mającego na celu rozrywkę i zachowanie dobrych stosunków z sąsiednimi mocarstwami. Na zawody przybędzie wielu gości, a wśród nich starzy przyjaciele na pewnym statku pirackim.
Jednakże, podczas gdy wszyscy w Czerwonym Londynie skupiają się na czekających ich emocjach sportowych i towarzyszących igrzyskom przyjęciach, w innym Londynie rozkwita życie, a ci, którzy mieli rzekomo odejść na zawsze, powracają. Jak cień, który znika w nocy, lecz pojawia się znów kolejnego dnia, tak odżywać zdaje się Czarny Londyn. Tyle że magia wymaga równowagi, więc by odrodził się Czarny Londyn, inne miasto musi upaść…

„Bogate szczegóły rozświetlają każdy wymiar niezwykłego miasta zalanego magią, a
skomplikowane postacie okazują się intrygującymi osobowościami. W tej barwnej scenerii toczy
się trzymająca w napięciu akcja… Schwab już nam każe czekać na dalszy ciąg”.
„Entertainment Weekly”

„Schwab jest fantastyczną pisarką, toteż akcja tej powieści płynie szybko: to świat, w który łatwo
się zanurzyć, a cztery Londyny, które mamy szansę odwiedzić, stanowią ucztę dla zmysłów: są
żywe, interesujące i szczegółowo pokazane. Zmyślone światy prezentują się imponująco i już
choćby z tego względu warto sięgnąć po tę książkę.
„io9”

„Jest tu wszystko: magia i romans, przygoda i intryga, podstęp i oszustwo, a także trochę
tajemnic ze świata piratów… Ta powieść przyciągnie zarówno dorosłych czytelników fantasy, jak
i tych młodszych, lubujących się w gatunku young adult”.
„Booklist

Najbardziej oczekiwana książka wg portali Bustle oraz Business Insider Buzzfeed.
Najlepsza powieść fantasy 2016 roku wg RT Book Revie.”

unnamed

„MAGNETYZUJĄCA OPOWIEŚĆ O DWOJGU POGUBIONYCH NASTOLATKACH, KTÓRYCH POŁĄCZY NIEŁATWA MIŁOŚĆ

Tim Mason jest chłopakiem, który najprawdopodobniej znajdzie po omacku barek z alkoholem, w przyszłości będzie potrzebował przeszczepu wątroby, wjedzie samochodem do domu… Alice Garrett była dziewczyną, która przede wszystkim na pewno nie umówi się z przyjacielem młodszego brata, wlokącym za sobą spory ciężar przeszłości… Dla Tima zakochanie się w Alice nie byłoby mądrym wyborem. Dla Alice nie ma nic bardziej przerażającego od zakochania się w Timie. Jednak Tim nigdy nie wybierał mądrze, zaś Alice zaczyna się zastanawiać, czy „mądry” wybór jest zawsze tym najwłaściwszym. Kiedy tych dwoje natknie się na siebie, wpadną po uszy…
„“Prosto z serca… Świetnie nakreślone postaci, humor i emocjonalne rozterki. To historia miłosna, w której się zakochasz!”.
Publishers Weekly

„Dwoje młodych ludzi. Oboje ze swoimi problemami, z którymi próbują się zmierzyć. I oboje w czasie trwania akcji się zmieniają. Dorastają do podejmowania ważnych decyzji. Niezbyt często można przeczytać tak mądrą książkę poruszającą ważne kwestie, jakimi są: miłość, samotność, uzależnienia. Bohaterowie w życiu mają pod górkę, ale mogą liczyć na siebie nawzajem. Ich miłość jest oparta na prawdziwej i szczerej przyjaźni. A to wszystko napisane prostym językiem, z dystansem i poczuciem humoru. Opowieść wzrusza, ale stawia też przed nami ważne pytanie: czy samemu można poradzić sobie z problemami? Ta historia jest przede wszystkim o relacji z drugim człowiekiem i o tym, że nikt nie powinien być sam”

Paulina Markowska, Głos Kultury”

Dwor dla dzieci_500

„Oto książka dla dzieci pokazująca wnętrza XX-wiecznego dworu wiejskiego

Jaś Ogonek, mała mysz, marzył o tym od dawna. Zmęczony życiem na wsi, wyrusza w poszukiwaniu przygody w wielkim świecie. I tak trafia do dworu wiejskiego właścicieli folwarku. Oto niezwykła książka, która pomoże dzieciom zapoznać się z wnętrzami dworu wiejskiego z początku XX wieku. Wspólnie zajrzymy do pokojów wszystkich jego mieszkańców, a także do pomieszczeń pełniących kluczowe dla domu funkcje (kuchnia, kredens, jadalnia, stajnia z wozownią).

Jaś Ogonek szybko odkryje, że ma niezwykły dar – potrafi rozmawiać z przedmiotami. Dzięki temu dowiemy się:
• czym zajmował się pan domu,
• dlaczego kuchnia to kiepskie miejsce dla myszy,
• po co komu globus,
• dlaczego fortepian to taka maruda,
• skąd niedźwiedź w sieni,
• gdzie prowadziła winda,
• dlaczego żurnale są tak obrażalskie.

Nad poprawnością merytoryczną publikacji czuwał Jan Skuratowicz, profesor nadzwyczajny Instytutu Historii Sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, specjalizujący się w nowożytnej architekturze rezydencjonalnej. Piękne i pełne szczegółów ilustracje przygotowała rysowniczka Karolina Ostrowska. Do lektury zapraszamy szczególnie rodziców z dziećmi w wieku przedszkolnym, uczniów szkół podstawowych i ich wychowawców. ”

„Ironia losu” – Katarzyna Misiołek

19197786_1380079802059604_386637382_o

Marzena ma 43 lata, męża Huberta, który jest lekarzem, dom i dobrą pracę. Wiedzie poukładane, wręcz sielankowe życie. Fakt, nie została w życiu matką, a lata zleciały nieubłaganie, ale dziecka nigdy jej do szczęścia nie brakowało. Było dobrze tak, jak jest. Jednak w pewnym momencie los postanowił z niej zadrwić i postawił na jej drodze osiem lat młodszego Jacka. Z pozoru przypadkowa znajomość i kawa w towarzystwie nieznajomego z czasem przerodziła się w coś więcej, w ognisty romans, falę uczuć i pożądania.
Zarówno Hubert, jak i Jacek są totalnymi przeciwieństwami. Pierwszy to stateczny mąż, czuły, wierny, kochający. Może z domieszką pracoholika? Natomiast Jacek – młody bóg, potrafiący owinąć sobie kobietę wokół palca i uzależnić ją od siebie. Może to właśnie te różnice pociągnęła w Marzenę w wir nieznanego i zakazanego?

„Jeśli miłość do kogoś boli tak bardzo, jakby całe twoje ciało nakłuwały tysiące lodowych szpikulców, nie warto kochać…”

Oboje od początku doskonale wiedzieli, że to tylko przygoda, zabawa na jakiś czas, ale w relacjach damsko-męskich już tak jest, że w pewnym momencie jednej osobie zaczyna zależeć bardziej. Marzena powoli traci kontrolę nad swoim życiem. Coraz częściej kłamie, przez co cierpią jej kontakty z najbliższymi. Tajemnicę skrywa nie tylko przed mężem, ale też przed przyjaciółmi i siostrą, z którą do tej pory zawsze była szczera.

Jacek twierdząc, że jest w Marzenie zakochany robi się coraz bardziej toksyczny, nęka ją, jest nachalny. Nie zwraca uwagi na to, że ich romans może ujrzeć światło dzienne, a wtedy jego kochanka straci wszystko, co ma. Bohaterka książki popada w niemalże obłęd i mimo, że kocha męża to nie potrafi zakończyć relacji z „tym drugim”.

Wyrzuty sumienia nie pozwalają Marzenie normalnie funkcjonować. Kobieta codziennie obiecuje sobie zakończyć romans, ale to jest dla niej jak hazard, uzależniona nie potrafi zerwać znajomości i oddać się bez końca rodzinnemu życiu. Romans „sugar free” staje się coraz bardziej niebezpieczny, aż w końcu doprowadza do prawdziwego dramatu, a życie pokazuje, że nie można bezkarnie ranić innych…

„Wszystko przesłania jakaś dziwna mgła, nic nie jest wyraźne, oprócz jednej kołaczącej mi się po głowie myśli. To ja ich zabiłam.”

Z początku żywiłam pozytywne uczucia do głównej bohaterki – ot kobieta w „kryzysie wieku średniego”, poszaleje chwilę i wróci do ciepłego boku męża zapominając o kochanku. Niestety, z czasem zaczęłam ją nienawidzić. W końcu mogła otwarcie z mężem porozmawiać jeśli brakowało jej porywów namiętności, przecież wszystko jest kwestią „dotarcia się”. Potem zaczęłam jej szczerze współczuć, mimo że wzbudzała we mnie negatywne emocje. Wiedziała, że źle postępuje, że krzywdzi najbliższych ludzi, ale dalej brnęła w błoto zwane romansem.

To było moje pierwsze spotkanie z Panią Katarzyną Misiołek. Spodziewałam się uroczej powieści z happy endem, którą przeczytam w jeden wieczór. Cóż… Zostałam bardzo zaskoczona. Powieść jest niezwykle nieprzewidywalna, autorka zafundowała nam mocny rollercoaster. Język, którym posługuje się Pani Kasia jest niezwykle dojrzały, przesycony mądrością życiową i czytając, wsiąka się w życie bohaterów tak, jakby się mieszkało w ich sąsiedztwie, a okno miałoby widok na ich emocje. Kolejnym plusem powieści jest to, że są w niej pokazane różne rodzaje zdrady – nie tylko przez uczynek, ale również przez zaniedbanie…

Chcesz wiedzieć, skąd tytuł „Ironia losu”? Przeczytaj tę pozycję. Gwarantuję, że nie będzie to zmarnowany czas. Sama nie raz uroniłam łzę podczas lektury i pogrążałam się we własnych myślach. Szoku, który przeżyłam nie jestem w stanie opisać słowami…

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Muza.

Serdeczności, Magdalena

Czerwiec w Wydawnictwie Zysk i S-ka

przyszlosc-violet-i-luke-a-b-iext49349162

„Przyszłość Violet i Luke’a” Jessica Sorensen

Zysk i S-ka Wydawnictwo w czerwcu nas rozpieszcza! A ja dzielę się z Wami kolejną zapowiedzią. Z pewnością większość z Was kojarzy losy Violet i Luke’a, a już 12 czerwca pojawi się czwarta część powieści Jessica Sorensen „Przyszłość Violet i Luke’a”! Na blogu, w najbliższych dniach pojawią się recenzje poprzednich części tak, byśmy wspólnie przed premierą przypomnieli sobie historię tych dwojga. A co tym razem czeka naszych bohaterów?
„Po odkryciu powiązania matki Luke’a z morderstwem rodziców Violet para nie widywała się przez kilka miesięcy. Kiedy Luke wpada w kłopoty, grając w pokera z niewłaściwymi ludźmi, razem ruszają do Vegas, by zdobyć pieniądze na jego dług. Violet jednak jest rozdarta – jej życie staje się lepsze, kiedy w pobliżu jest Luke i zaczyna się zastanawiać, czy powrót do Prestona nie był błędem. Wszystko zaczyna się układać, ale jeden telefon od detektywa z najnowszymi wiadomościami o Mirze Price i rozwiązaniem zagadki gróźb w SMS-ach sprawia, że Violet zaczyna się zastanawiać, kim naprawdę byli jej rodzice i czy będzie w stanie jeszcze komukolwiek zaufać…”

Święty i Błazen Jego droga

Święty i błazen. Jego droga do świętości. OPR. MK./OPR. TW.
(Wydanie zmienione i poszerzone: ostatnie dni i słowa o. Jana Góry)
Jan Grzegorczyk

„Święty i błazen. Jego droga do świętości.” – to niepowtarzalna w swej szczerości rozmowa z ojcem Janem Górą przeprowadzona przez Jana Grzegorczyka, autora bestsellerowego cyklu o przypadkach księdza Grosera. Spowiedź dominikańskiego wizjonera przerywana jest wypowiedziami świadków jego życia. Człowiek, który co
roku przyciągał na pola Lednicy pod Rybę 100 tysięcy młodzieży dla jednych był charyzmatykiem, dla innych błaznem i hochsztaplerem pożerającym swoich współpracowników.
Góra był żywiołem, który budując swój wielki teatr, ranił i sam był. Jego „nielegalne” metody działania wykańczały biskupów i przełożonych. „Zostawcie go, to co robi, jest Boże!”, usprawiedliwiali go obrońcy. Czy rzeczywiście chronił go „niebiański immunitet”? Góra miał potężne wsparcie w Janie Pawle II. Po śmierci Papieża postawiono mu zarzut, że się wypalił i nie potrafi żyć w epoce po „21:37” . Józef Tischner pytany, co sądzi o Janie Górze, odpowiedział krótko: „Jeden taki musi być”.

„Święty i błazen. Jego droga do świętości.” to książka sprzed trzech lat, do której Jan Grzegorczyk dołożył kilkadziesiąt stron opisujących ostatnie miesiące życia oraz śmierć legendarnego dominikanina. Pozycja bogato ilustrowana, zawiera także nowe nieznane fotografie.”

koBton_500Od Euro Do mundialu. Prawda o reprezentacji
Roman Kołtoń

„Cała prawda o drużynie Adama Nawałki
Pokolenie Błaszczykowskiego, Lewandowskiego i Piszczka już straciło dwa mundiale – w RPA w 2010 roku i w Brazylii w 2014. Nie zdołało również zapewnić sukcesu w finałach EURO 2012, choć byliśmy gospodarzami. W końcu finały EURO 2016 przyniosły radość kibicom Biało-Czerwonych, ale to turniej paradoksów – RL9 jechał do
Francji, aby przyćmić gigantów światowej piłki, Cristiano Ronaldo i Messiego. Jednak „Lewy” wrócił do Polski w cieniu Pazdana, Błaszczykowskiego i Fabiańskiego!
Za kulisy EURO 2016 i walki o Mundial 2018 zagląda Roman Kołtoń, reporter Polsatu Sport, który towarzyszy kadrze od dwudziestu pięciu lat. Książka opisuje zmagania boiskowe, ale i tło. Ile Real oferował „Lewemu” i dlaczego zatrzymał go Bayern? Menedżer Kucharski gra przeciwko Bońkowi i o co w tym chodzi? Dlaczego nie
znamy miary z Janem Pawłem II i z Lewandowskim? Dlaczego Błaszczykowski – choć przeszedł samego siebie we Francji – nie strzelił decydującego karnego? „Czasem piłkarze się zapomną” – w piciu, i co powinien z tym zrobić Nawałka? Dlaczego transfer Kapustki z Cracovii do Leicester jest tak ważny dla małych klubów?”

„Prokurator” – Paulina Świst

18620779_1038431359593751_3878802959481546783_o

Niedziela, wieczór, za oknem burza, a ja właśnie skończyłam czytać najbardziej emocjonującą powieść, jaką w ostatnim czasie dostała się w moje łapki. Lekturę rozpoczęłam rano i przepadłam. Nie wyszłam z fotela dopóki nie przeczytałam ostatniego zdania. Dawno nic mnie tak nie pochłonęło, jestem pewna, że to zasługa między innymi tematyki, którą ubóstwiam. Miłość, cięty język i kryminał to mieszanka wybuchowa, po którą zawsze z chęcią sięgam, a w tym konkretnym przypadku autorka zrobiła świetną robotę!

Kinga to 30-letnia pani adwokat, która nie lubi przegrywać swoich spraw. Do Gliwic przyjeżdża z Wrocławia by bronić nieprzewidywalnego „Szarego”, który jest psychopatą i jednocześnie jej przyrodnim bratem. Szantażowana zostaje uwikłana w grę, w której stawką jest życie niewinnych ludzi. Zrozpaczona po przyłapaniu męża z młodszą kochanką, postanawia zatopić smutki w alkoholu i wybiera się do jednej ze śląskich dyskotek, w której poznaje pociągającego 40-letniego Łukasza. Procenty w organizmach tych dwojga i słowna utarczka sprawia, że nieoczekiwanie lądują w łóżku… A może to nie było wcale takie niespodziewane?

Łukasz Zimnicki jest prokuratorem w Gliwicach. Mimo swojego odpowiedniego do założenia rodziny wieku będący pracoholikiem mężczyzna, wcale o tym nie myśli. Jego hobby to wyrywanie panienek w klubach i niezobowiązujące znajomości. W pracy jest arogancki, pewny siebie i perfekcyjny. W relacjach z kobietami także. Największą satysfakcję sprawia mu wsadzenie za kratki bandytów, a wrodzona wścibskość pomaga mu w dążeniu do postawionych sobie celów. To typ faceta, którego albo się kocha, albo nienawidzi.

Podczas spotkania w klubie, żadne z nich nic o sobie nie wie. Rano oboje budzą się z nadzieją, że więcej się nie spotkają, jednak los płata figle, a ich drogi krzyżują się na tle zawodowym.

Mafia, rodzące się uczucie i kryminalne zagadki. Niebezpieczeństwo, które prowadzi do tragedii – czy nasi bohaterowie wyjdą z tego cało?

Jestem fanką historii o prawnikach, prokuratorach, mafii i świecie policji. Uwielbiam jak w książce są wątki miłosne (tak, tak – typowa baba, ale lubię sobie powzdychać!), a całość okraszona jest erotyką, ale bez przesadzenia. Śmielsze sceny dla mnie muszą być naturalne, w momentach, w których to wręcz musi zostać opisane. Całości dopełnia język, który jest idealnie dobrany – autorka nie bała się używać przekleństw, za co jestem ogromnie wdzięczna :)
Nadal ciężko mi uwierzyć, że to debiutancka powieść. Ale po przeczytaniu przestałam się dziwić skąd ten sukces, wszak „Prokurator” w TOP Empiku wyprzedził nawet Mroza. Próżno szukać w książce miłości usłanej różami, lukru czy „serduszek i kwiatuszków” za co bardzo dziękuję. Powieść jest realna, wciąga i nie pozwala odłożyć się na później.

Książkę polecam z czystym sumieniem. Jestem pewna, że kiedyś jeszcze do niej wrócę.

Serdeczności, Magdalena

„Chciałabym chciała… O czym Polki marzą w łóżku”

18902734_1367918016609116_1419605962_n

„Wyobraźnia w miłości jest potężną siłą inicjującą, przyciągającą i utrzymującą jej trwałość, ale wyobraźnię trzeba kształtować i rozwijać…” – Michalina Wisłocka

Myślałaś kiedyś o seksie z wykładowcą? Chciałabyś, żeby Twój partner był w łóżku „ostrzejszy”? A może chciałabyś zaprosić kogoś trzeciego?

Ci z Was, którzy znają mnie bliżej wiedzą, że dla mnie tematów tabu nie ma. Lubię rozmawiać o wszystkim, o ile mam coś mądrego do powiedzenia. Dziś mam dla Was kilka słów na temat książki autorstwa dr Andrzeja Depko i dr Sylwii Jędrzejewskiej – seksuologów cieszących się poszanowaniem i zaufaniem wśród kobiet. To właśnie im płeć piękna zaufała na tyle, by podzielić się najintymniejszymi fantazjami erotycznymi. 308 prawdziwych zwierzeń polskich kobiet pokazuje, jak nieskrępowaną mają wyobraźnię, ale także, jak niezaspokojone są ich potrzeby.

Książka jest podzielona na rozdziały nazwane skalami Beauforta, co niezwykle przypadło mi do gustu. Podróż rozpoczynamy od „Powiewu”, w którym kobiece pragnienia i fantazje są delikatne, nieśmiałe, a kończymy na „Tornadzie”, w którym kobiety już nie są takie pruderyjne i dzielą się z czytelnikami prawdziwie pikantnymi opowieściami. Mknąc przez falę, silny wiatr i pędząc po huragan poznajemy kobiety w przeróżnym wieku, o różnym statusie społecznym i upodobaniach. Nie raz czytając wyznania pomyślałam „o kurczę! Mam tak samo!”. Dodatkowym atutem są wywiady z dr Andrzejem Depko po każdym z rozdziałów. Dzięki nim możemy się dowiedzieć jak z medycznego punktu widzenia wyglądają nasze oczekiwania względem mężczyzn i co sprawia, że marzymy często o „zakazanym owocu”. Wizyta u seksuologa nie kojarzy nam się zazwyczaj swobodnie. Czy słusznie? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w tej pozycji.

Bałam się tej książki. Myślałam, że to kolejny nudny poradnik z serii „Co zrobić, by on mnie bardziej pragnął”. Nic bardziej mylnego. Moje Drogie (bo zwracam się teraz do kobiet)! Temat seksu nadal w pewien sposób jest tematem tabu, wiele z Was nie ma odwagi porozmawiać o intymnym życiu z przyjaciółką, lekarzem czy partnerem – i to jest błąd. Ta książka pomoże Wam w pokonaniu własnych obaw, podsunie pomysły i sprawi, że nie będziecie się czuły osamotnione ze swoimi „zboczeniami” ;) Wszystko jest dla ludzi, a zostaliśmy przecież stworzeni do sprawiania sobie przyjemności! Jednocześnie nie wyobrażam sobie tego typu powieści w męskim wydaniu :D Fajnie, że jest ktoś, kto chce kontynuować w pewien sposób dzieło Michaliny Wisłockiej, o której miałam już okazję pisać.

Jest to idealna pozycja na prezent dla kobiet w każdym wieku. Ankietowane – jeśli można je tak nazwać – są w wieku od 15 do 69 lat! Największy odsetek stanowią Panie w wieku 21-29 lat. Łącznie mamy do czynienia z 308 mailami, z których większość nawet mnie przyprawiła o wypieki na twarzy ;) Na końcu książki mamy podsumowanie w tabeli tego, o czym marzą kobiety – oj zdziwicie się o czym marzy większość z Nas!
Zachęcam gorąco do lektury!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Wielka Litera

Serdeczności, Magdalena

Katarzyna Michalak – „Czerwień jarzębin”

18765589_895809120559189_8793840699801746001_n

24 maja miała oficjalną premierę najnowsza książka Katarzyny Michalak pod tytułem „Czerwień jarzębin”.
Autorka jest słynna z tego, że z chęcią podejmuje się cięższych tematów, a zwłaszcza tych natury psychologicznej. W przypadku „Leśnej polany” zaskoczyła wszystkie swoje czytelniczki niezwykle brutalnymi opowieściami, które napisało samo życie. Jak jest w przypadku kontynuacji? Tym razem Kasia Michalak nas nie oszczędza. Cóż, może nie tyle nas, co swoich bohaterów, których jest mi najzwyczajniej w świecie żal.

Zniknięcie Gabrieli uaktywnia całą falę nieszczęść. Jej ojciec Antoni trafia do szpitala z zawałem, Wiktor wariuje ze strachu o tę, której kochać nigdy nie przestał, a z czasem ląduje w…więzieniu. Wśród braci Prado i przyjaciółek dochodzi do zawirowań i pewnego rodzaju galimatiasu. Majka będąca najzwyczajniej zmęczoną tą sytuacją ląduje w łóżku z nieśmiałym i niedoświadczonym Patrykiem. Nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką cenę oboje będą musieli zapłacić za swój wybryk…

Trzy przyjaciółki, które są za siebie gotowe oddać życie i trzech braci, którzy tworzą jedność – czy będzie im w końcu dane żyć bez trosk i bez tego, który ciągle pragnie zemsty?
Czy Gabriela powróci do przyjaciół w jednym „kawałku” i stworzy z Wiktorem dom, o którym marzyli przed laty?
Czy Majka przyzna się, kto jest ojcem jej dziecka?

„Czerwień jarzębin” to istny rollercoster. Dramat rozgrywa się na każdej stronie powieści, a gdy wszystko wskazuje na to, że po wielu latach cierpień w życiu bohaterów zaświeci słońce nadciąga kolejna burza. Czy tych sześcioro młodych ludzi odetchnie kiedyś w końcu z ulgą?

Katarzynę Michalak „czytam” na bieżąco. Początki jej twórczości były zazwyczaj lekkie i przyjemne, powieści nie wymagały zbytniego zaangażowania umysłowego, co mi się X lat temu nawet podobało. Potem, gdy zaczęłam wymagać od książek czegoś więcej, zawirowań, porywów serca i emocji Kasia zaczęła tworzyć trudniejsze powieści poruszające współczucie i szereg innych emocji, o których istnieniu w sobie nawet nie wiedziałam. Leśna trylogia jest książką zdecydowanie cięższego kalibru przede wszystkim ze względu na opisy rzezi wołyńskiej – te opisy z wielką trudnością przyszło mi czytać. Jak „Leśna polana” rozwaliła mnie kompletnie emocjonalnie, tak „Czerwień jarzębin” mnie cóż, zdenerwowało. Autorka nie daje naszych bohaterom ani chwili beztroski czy oddechu. Ciągle sprowadza na nich problemy i nieszczęścia. Nie spodobało mi się to, że powiela zdarzenia u bohaterów – to co przydarzyło się jednej osobie, zaraz jest zrzucane również na drugą. Niemniej powieść mi się bardzo podobała i skończyłam ją w jeden dzień.

Kasia również w książce wspomniała o hejterach, których porównała do Kuchty.

„Dziś takich bestii jest coraz więcej. Tak samo bezkarnie nie liczą się z niczym, nie boją się nikogo. Tyle, że posługują się nie siekierami, czy pięciopalczastym pejczem, a internetem.”

Z utęsknieniem czekam na kolejny tom „Błękitne sny” i nadzieją, że chociaż w tej części Gabrysia, Majka, Julia i bracia Prado otrzymają to, o czym marzą od samego początku – przede wszystkim spokój ducha i niczym nie zmącony sen…

Serdeczności, Magdalena

Wyniki konkursów!

Na początku chciałabym podziękować wszystkim za tak liczny udział w konkursach! Mam nadzieję, że nadal tak licznie będziecie brać w nich udział, a może i z czasem przybędzie nowych graczy? ;)
Nie przedłużając! Oto wyniki!

Konkurs z zakładkami dla przyjaciół wygrywa… Daria Chojecka! Ale to nie wszystko! :) Postanowiłam przyznać również dodatkową nagrodę niespodziankę, która powędruje do Pani Ewy Zeler :)

Konkurs, w którym do wygrania była tabliczka na drzwi z sową wygrywa…
Oto wylosowane liczby:
3
Czas wygenerowania: 2017-05-20 19:27:50 291

czyli Edyta Durys-Rabiej!
A nagrodę niespodziankę za największą ilość osób zaproszonych do zabawy otrzymuje Tomasz Jolanta Jóźwiak :)

Postanowiłam również nagrodzić osobę, która w ostatnim czasie najbardziej udzielała się na fanpage Czytam pociągu i tą osobą jest Przemek Pomian! :)

Wszystkim laureatom serdecznie gratuluję!
Proszę się zgłosić mailowo (hesia.szymczyk@gmail.com) lub za pośrednictwem Facebooka w ciągu 3dni od opublikowania wyników po odbiór nagrody :)
Nagrody zostaną wysłane za pośrednictwem Poczty Polskiej przesyłką nierejestrowaną!

Serdeczności, Magdalena

„Konkurs na żonę” – Beata Majewska

Czas wziąć udział w konkursie! :) #konkursnażonę #beatamajewska

Czas wziąć udział w konkursie! :) #konkursnażonę #beatamajewska

Hugo Hajdukiewicz jest młodym prawnikiem, któremu ciutkę pali się grunt pod nogami. Lubiący luksus i przyzwyczajony do bogactwa dowiaduje się, że przed ukończeniem trzydziestego roku życia musi się ożenić oraz zostać ojcem. W przeciwnym razie spadek po bogatym wujku przejdzie mu koło nosa, a on sam pozna gorzki smak życia…

„Znów sobie przypomniał warunki testamentu: żona i dziecko przed ukończeniem trzydziestego roku życia, w przeciwnym razie tort H.H. LAWS o smaku wystawnego życia i zapachu luksusu przejdzie mu koło nosa.”

Łucja Maśnik to 18-letnia studentka, której nie dane było w beztroski sposób przeżyć młodzieńcze lata. Rodzice zginęli podczas ratowania bocianiego gniazda w burzowy dzień, a babcia, która ją wychowywała wpajała jej zasady, których bohaterka skrzętnie przestrzega, aczkolwiek życie na wsi zupełnie jej nie przystosowało do życia w mieście. Naiwna i skromna dziewczyna jest łatwym kąskiem dla osób, które chcą ją wykorzystać. Sama jest osobą, która szybciej mówi niż myśli, co przynosi jej wiele gaf oraz sympatię czytelników.

Hugo wraz z przyjacielem postanawiają zorganizować konkurs wśród studentów, który jest tylko przykrywką do wyłonienia z kandydatów potencjalnej żony. Los sprawia, że jedną z laureatek jest właśnie Łucja, która niestety nie przypada początkowo przyszłemu „mężowi” do gustu. Jak potoczą się ich losy? Czy z pozoru dwa odmienne światy mogą się połączyć w jedność?

Czas na trochę moich odczuć. Na początku nienawidziłam Huga. No co za typ! Już ja znam takich lovelasów, którzy za nic mają uczucia kobiet – byleby osiągnąć postawiony sobie cel. Na szczęście z czasem przestał mi przeszkadzać, po prostu przyzwyczaiłam się do niego i potraktowałam jak kogoś, kogo od dawna znam. A może on sam się z czasem zmienił? Może wyszedł z niego całkiem fajny facet?
Łucja… Całkowite przeciwieństwo Huga. Taka „sierotka” życiowa (dosłownie i w przenośni). Nie jest zupełnie przygotowana na to, co może jej przynieść los i życie w mieście. Na wsi wszystko wydaje się prostsze, wszyscy wszystkich znają, przyjaźnią się, a w innym otoczeniu na bohaterkę czeka wiele pokus i zdarzeń, o których się jej nawet nie śniło. Jednak z czasem dochodzę do wniosku, że Łucja jest silniejszą kobietą niż by nam się mogło wydawać. Dzielnie znosi wszelakie przeciwności, a że zdarza się jej płakać… no cóż. Każdy z nas czasem potrzebuje takiego wyrzucenia z siebie wszelakiego bólu.
Jest też babcia Łucji! Zofia to taka „typowa babcia”, która przytuli, pogłaszcze po głowie i nieba przychyli jeśli tego trzeba. Rozpieszcza wnuczkę jak tylko może, a czytając opisy, w których występuje czuć zapach szarlotki i kakao z dzieciństwa. Przywołują one własnych dziadków, wspomnienia i dni spędzone pod ich opieką.
Początkowo książkę mi się ciężko czytało, ze względu na wysumblimowany i poważny, ale nadal poprawny język jakiego autorka używa, jednak szybko się do niego przyzwyczaiłam. Może i niektóre wydarzenia były mało prawdopodobne, bo który niezainteresowany facet namiętnie całuje kobietę na pożegnanie, ale generalnie powieść jest niezwykle autentyczna. Wielkie uszanowanie dla autorki za umiejętność pisania opisów tak, że czytelnik wręcz się przenosi mimowolnie do świata bohaterów! Podczas opisów zimowej i świątecznej scenerii czuć mroźną atmosferę i słychać kolędy pomimo ponad 20 stopni ciepła za oknem :) I przede wszystkim książka jest pouczająca, co sobie bardzo cenię. Mówi o tym, jak ważne są wpojone w nas wartości rodzinne i jak znaczące jest pielęgnowanie rodzinnych tradycji.

Czy Hugo i Łucja będą ze sobą szczęśliwi? A może pochodzący z różnych światów nie znajdą wspólnego języka i perspektyw na życie długo i szczęśliwie? I przede wszystkim – jaka będzie reakcja Łucji, gdy się dowie, że została „wkręcona” w Konkurs na żonę?

Ptaszki wiosennie mi wyćwierkały, że możemy spodziewać się kontynuacji. Ja już nie mogę się doczekać :)
Czy polecam? Całą sobą! :)

Serdeczności, Magdalena

„Gałęziste” – Artur Urbanowicz

Jakiś czas temu otrzymałam od Pana Artura Urbanowicza jego powieść wraz z dedykacją. Nie ukrywam, że wahałam się czy przyjąć ofertę współpracy. Ja – niepoprawna romantyczka czytająca przede wszystkim literaturę obyczajową, kobiecą, dramaty, ale również kryminały najlepiej z domieszką komedii – miałabym czytać powieść, po której najprawdopodobniej nie będę mogła spać spokojnie i będę bała się zostać sama w ciemnym domu? Cóż mogę powiedzieć… Od dawna przejawiałam masochistyczne zachowania ;)

978-83-8083-016-5

Artur Urbanowicz jest młodym autorem, po którym w życiu bym się nie spodziewała mrożącego krew w żyłach i wciągającego thillera. Ale podobno nie ocenia się książki po okładce, a autora po uśmiechu ;)

Czy można rozpalić płomień z żaru, który już gaśnie? Przed takim pytaniem stanęła Karolina wraz ze swoim chorym na cukrzycę chłopakiem – Tomkiem. Młodzi chcący na nowo zakochać się w sobie i odkryć powody, dla których są razem postanawiają wybrać się na kilkudniową wielkanocną wycieczkę po Suwalszczyźnie. To miał być miło spędzony czas we dwoje, niestety towarzyszy im coś jeszcze. Czy to pech? Czy może coś całkiem innego? Już pierwsze miejsce, w którym zatrzymuje się para budzi strach. Może nie tyle miejsce co ludzie będący zarówno w domku jak i mieszkańcy Białodębów zachowujący się w dość specyficzny sposób i mający dziwne zwyczaje… A może to sekta?

Książka o dziwo mnie wciągnęła! Nie spodziewałam się, że Pan Artur w tak przyjazny czytelnikowi sposób mógłby napisać historię mrożącą krew w żyłach. Mimo strachu jaki mi towarzyszył, coś nie pozwalało mi ot tak odłożyć powieści, czytałam ją nawet w nocy. Ewidentny plus należy się autorowi za luźny i przystępny język, używanie przekleństw, które nadają historii swojskości i autentyczności oraz za poruszenie religijnych kwestii. Autor pomyślał również o koneserach nagości i seksu „na papierze”, jednak książka nie jest w chamski sposób tym przesycona, co mi się bardzo podoba. Jeśli chodzi o postacie to są wykreowane wręcz genialnie i widać, że z dużym namaszczeniem. Są tacy, którzy od razu wzbudzają sympatię, ale też nie brakuje tych, których nie lubimy od pierwszego wejrzenia i najchętniej utopilibyśmy ich w łyżce wody.

Jak to mawiają „Im dalej w las, tym ciemniej”. To powiedzenie idealnie pasuje do tej powieści. Dlaczego? Koniecznie zapoznajcie się z lekturą, a z pewnością dowiecie się, co miałam na myśli.

Czy polecam? Jak najbardziej, jednak muszę uprzedzić Państwa, że po tej lekturze już nic nie będzie takie samo, a już z pewnością nie spacer po lesie. Cieszę się, że udało mi się namówić samą siebie do przeczytania powieści. Lubię czasami taką odskocznię, a jako recenzent nie powinnam się przecież zamykać na jeden gatunek literacki, prawda? Poza tym Novae Res złej książki by nie wydało ;)
A teraz nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejną powieść Artura Urbanowicza. Może tym razem akcja będzie się działa w moich ukochanych górach?

Serdeczności, Magdalena

Wszystko wina kota – Agnieszka Lingas Łoniewska

Czy znacie lepszy sposób na spędzenie majówki inaczej niż z książką? Nie ukrywam, że miałam nieco inne plany przynajmniej na dzień dzisiejszy, ale niestety! Moje plany stwierdziły, że najlepiej w góry wybrać się o zmroku, bo przecież nikt normalny w dzień po nich nie chodzi, prawda? Takim sposobem mam wolny nie tylko cały dzień, ale też wygląda na to, że wieczór, który zamierzam spędzić w towarzystwie książki oraz wpadłam na genialny pomysł, by napisać dla Was PRZEDPREMIEROWĄ recenzję najnowszej powieści Agnieszki Lingas Łoniewskiej WSZYSTKO WINA KOTA.

Lidia Makowska vel Róża Mak jest młodą bestsellerową autorką popularnych wśród kobiet powieści, jednak mężczyźni po cichu też lubią po nie sięgać. Początkowo bojąc się krytyki ze strony czytelników, zaczęła tworzyć pod pseudonimem, ale brak rozpoznawalności na ulicach wcale jej nie ciążyła – wręcz przeciwnie! Nie widziała potrzeby, by stać się osobą medialną. Z czasem, gdy zauważyła, że pisanie książek daje jej nie tylko radość i satysfakcję, ale również pieniądze, z których „da się wyżyć” rzuciła pracę w korporacji czym przyniosła sobie niesamowitą ulgę. Kopa do dalszych działań dają jej przyjaciółki z Karoliną na czele, która jednocześnie jest managerką Róży Mak. To ona namawia Lidkę na „wyjście z cienia” i ujawnienie swego prawdziwego Ja przy okazji premiery najnowszej powieści.

Jeremi to swoisty chłopak z sąsiedztwa, tajemniczy i zabójczo przystojny. Mieszka obok Lidki, mają sąsiadujące balkony, co bardzo lubi wykorzystywać kot kobiety. Nie raz bowiem spał na poduszce u sąsiada, co doprowadziło do poznania się tych dwojga. Czy z pozoru niepałający do siebie ludzie będą potrafili się porozumieć i znajdą wspólny język? A może tych dwoje połączy coś więcej? Czy przeszłość Jeremiego się o niego upomni? Czy Lidzia zaakceptuje jego losy sprzed lat?
Myślę, że mogę uchylić rąbka tajemnicy i powiem Wam w bardzo dużym sekrecie, że między Lidką a Surferem pojawi się namiętność, jaką częściej spotykamy na kartach powieści niż w rzeczywistości. I pomyśleć, że to wszystko wina kota! Chyba muszę jakiegoś przygarnąć ;)

„-Życie to nie tylko cholerne kwiatuszki. Czasami to pot, krew i łzy. I nie tylko romantyczne płatki róż. Czasami to tłusty i prosty hamburger. Tego chcę od życia i tego chcę od ciebie. Niekiedy kwiatów i dywany z płatków róż, a niekiedy prostej strawy, po której powiesz mi, kto spierdolił ci dzień.”

Jednak kariera Lidki nie jest usłana różami. Ciśnienie skutecznie jej podnosi bloger książkowy Jack Sparrow – również będący jedną wielką zagadką, bowiem nikt nic o nim nie wie – który w swych recenzjach wyśmiewa i wytyka błędy pisarki. Sam nie do końca chyba sobie zdaje sprawę z tego, że tym samym robi Róży Mak jeszcze większą reklamę niż wydawnictwo. Po pojawieniu się recenzji najnowszej powieści Lidia postanawia mailowo podziękować za nią jednemu ze swoich największych fanów. I w tym momencie zaczyna się to, co tygryski lubią najbardziej… Autorka namawiana przez managerkę na wyjście z cienia i pokazanie się światu przystaje na propozycję pod warunkiem, że wywiad z nią przeprowadzi… Jack Sparrow, który tym samym również pokaże swą prawdziwą twarz.

Czy spotkanie pisarki i jej krytycznego recenzenta dojdzie do skutku?

Agnieszka Lingas Łoniewska jest znana jako #dilerkaemocji i mimo, że „Wszystko wina kota” miało być komedią romantyczną bez dramatów nie do końca nią było, gdyż na końcu jednak łezki pociekły. Ale może to dlatego, że zbyt łatwo się wzruszam?
Potrzebowałam powieści „ku pokrzepieniu serduszka”, takiej podczas czytania której będę się śmiała, przeżywała losy bohaterów, nie będę mogła się doczekać tego, co stanie się za rogiem, na następnej stronie. I wtedy z odsieczą przyszedł mi niedoceniany listonosz z ową książką! Samą historią absolutnie nie byłam zawiedziona, czegoś takiego potrzebowałam! A Lidce zaczęłam zazdrościć przyjaciółek, które zawsze, mimo wszystko znajdują dla siebie czas i są dla siebie niebywałym wsparciem.
Aga ma fajny zwyczaj pisania na przemian czegoś cięższego, by zaraz później dać swoim czytelnikom coś lżejszego. „Wszystko wina kota” jest lekką, przyjemną książką z niezwykłym poczuciem humoru, więc możemy już się psychicznie zacząć nastawiać na jesienną premierę nowej powieści, która z pewnością będzie hardcorem. Zaręczam, że Lidka stanie się Waszą przyjaciółką od pierwszej strony, a do Jeremiego nie jedna z Was będzie wzdychać (tak jak np. ja, chociaż mam całkiem inny typ mężczyzny!).
A członkom #sektyAgnes zdradzę tyle, że książka jest dedykowana właśnie Nam <3 I będziecie z powieści bardzo zadowolone! To Wam zaręczam :)

Serdeczności, Magdalena

Spotkanie autorskie z Agnieszką Lingas – Łoniewską

24 kwietnia 2017 miałam niezwykły zaszczyt uczestniczyć w spotkaniu autorskim z Agnieszką Lingas-Łoniewską w Gminnej Bibliotece Publicznej w Nowinach. Mam nadzieję, że nazwisko Agnieszki jest Wam znane. Jest to bestsellerowa wrocławska autorka, pisząca książki łączące sensację, kryminał z romansem, zwana przez swoich czytelników „Dilerką emocji”. Spod jej pióra wyszły takie dzieła jak między innymi „Piętno Midasa”, „Brudny Świat”, „Zakręty losu” czy „Bez przebaczenia”. Jest to jednak mała część dorobku Agi, który ciągle się rozrasta ku radości wiernych czytelników.
To było moje pierwsze spotkanie z „Dilerką emocji”. Byłam zaskoczona, że niewielka Biblioteka postanowiła zaprosić w swoje progi tak szanowaną i popularną autorkę! Mimo kameralnego grona, popołudnie upłynęło w niezwykle ciepłej i rodzinnej atmosferze. Przybyłe fanki twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej okazały się być w przeróżnym wieku, każda z nas jest inna, ale mimo to połączyła nas miłość do książek. Czyż to nie cudowne? Móc poznać nie tylko samą autorkę, ale także grono jej wiernych fanów, którzy okupują Bibliotekę i oczekują aż na jej półkach pojawią się kolejne pozycje. Tym bardziej, że książki Agnieszki nawet na te półki nie trafiają, bo ciągle są w wypożyczeniu! To największy zaszczyt dla autora
Sama Agnieszka okazała się ciepłą kobietą z poczuciem humoru i masą pomysłów. Zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie! Opowiedziała o początkach swojej twórczości, która zaczęła się w jej najmłodszych latach, o tym co ma w planach i o powieściach, które już niebawem się ukażą. Nie ukrywam, że sama zaczęłam zazdrościć Agnieszce tego, kim jest w życiu oraz tego, że potrafiła rzucić wszystko i zaczęła robić to co kocha najbardziej. Po wykładzie, którego mogłabym słuchać godzinami, wszakże Aga o sobie opowiada z niebywałą pasją, zaangażowaniem i przede wszystkim ciekawie przyszedł czas na wspólne zdjęcia i podpisywanie książek, których czytelnicy całkiem sporo przynieśli. W końcu to najlepsze pamiątki zaraz po wspomnieniach z tak pasjonującego spotkania!

Korzystając z okazji chciałabym w imieniu wszystkich kobiet będących na spotkaniu serdecznie podziękować Agnieszce za to, że specjalnie dla Nas przejechała tyle kilometrów. Nie zrobiła tego „po drodze” czy „hurtowo”, po prostu pędziła co sił w pedale gazu, by dotrzeć do niewielkich Nowin i w kameralnym gronie opowiedzieć o swojej pasji jaką jest pisanie książek dla swoich wiernych czytelniczek.

Serdeczności, Magdalena

„Czereśnie zawsze muszą być dwie” – Magdalena Witkiewicz

Niejednokrotnie spotykaliśmy się z określeniem „Specjalistka od szczęśliwych zakończeń”. Mam nadzieję, że wiecie kto się pod nim kryje. Nie wiedzieć kto jest powodem płaczu i śmiechu tysięcy kobiet w całej Polsce to wstyd! Magdalena Witkiewicz w dziedzinie wzruszania nie tylko damskiej części populacji jest prawdziwą mistrzynią. Pełna ciepła i humoru zaskarbiła sobie miłość wielu wiernych fanek, które wspólnie tworzą grupę „Fani książek Magdaleny Witkiewicz (Magiczne Miejsce), która faktycznie jest magiczna! Ci, którzy do niej należą wiedzą, że rzeczy, które tam się dzieją nie śniły się nawet filozofom! Wszak wspólnie udowodniłyśmy, że Św. Mikołaj była kobietą.

Magdalena Witkiewicz to bestsellerowa polska autorka, absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego. Opowiada o poważnych sprawach w niezwykle lekki sposób. Jej „Pierwsza na liście” sprawiła, że wiele osób zapisało się do bazy potencjalnych dawców szpiku – z pewnością przyczyniła się tym do uratowania niejednego ludzkiego istnienia. Jej książki doczekały się wydań za granicą, a obecnie trwają prace nad ekranizacją bestsellerowej „Szkoły żon”. Na co dzień mieszka w Gdańsku z mężem, dwójką dzieci i kotem, Puszysławem.

„Czereśnie zawsze muszą być dwie” to jej najnowsza powieść, która ma premierę 10 maja (nota bene w moje urodziny ❤). Już w tym momencie jest w TOP Empiku wyprzedzając Olgę Rudnicką czy Jakuba Żulczyka, a w kategorii najczęściej kupowanych książek z literatury kobiecej jest na cudownym 4 miejscu i ciągle pnie się w górę! Jestem zaszczycona mogąc przeczytać tę powieść prawie na miesiąc przed premierą.

Zbliżała się Wielkanoc, a do moich drzwi zapukał listonosz z paczuszką. Nie mogłam się doczekać momentu, w którym zajrzę do środka i sprawdzę co się kryje pod brązowym papierem. Nie wiedzieć kiedy moim oczom ukazało się pudełko, które skrywało w sobie cenny skarb. Na fioletowym sianku spokojnie leżały sobie „Czereśnie” w asyście przepysznych czekoladek (właśnie jedną z nich wcinam), herbaty oraz tajemniczego liściku. A zapach książki był wprost nieziemski. Nigdy w życiu nie widziałam piękniej zapakowanej książki, ale powiem Wam już teraz, że cała iście królewska otoczka nie była bez powodu.

Wielkanoc jednak przyniosła mi chorobę, która na szczęście tylko na jeden dzień wykluczyła mnie z życia. Ale! Korzystając z niebywałej okazji rozkoszowałam się możliwością spędzenia tego czasu w łóżku z powieścią. Mimo niemalże 500 stronic sama historia toczyła się szybko, a liczba kartek po prawej stronie nieubłagalnie się zmniejszała.

„Najpiękniejszy jest moment czekania na coś cudownego. Nie należy tego odwlekać, ale należy się zastanowić, czy czasem nie wydłużyć sobie tego cudnego momentu.”

Zosia Krasnopolska jest córką lekarzy. Od małego podążała drogą, którą wyznaczali jej rodzice – we wszystkim zawsze najlepsza, skrupulatna, dążąca do bycia w miejscu, w której jest jej mama i tata. Jednak jeden dziecięcy wybryk sprawia, że dziewczynka w ramach kary musi nosić obiady do chorej kobiety, zaprzyjaźnionej ze szkołą. Ta znajomość sprawia, że życie Zosi zmienia potencjalny obrót, bohaterka w końcu robi to co lubi i idzie na studia na architekturę. Kobieta była szczęśliwa z tego, że w końcu ma przy sobie kogoś, kto jej nie ocenia i wiernie kibicuje Na swojej drodze spotyka starszego od siebie Marka, którym jest zauroczona, ale w głębi serca czuje, że to nie jest TO. Brak słynnych motyli w brzuchu i brak aprobaty Pani Stefanii utwierdza ją w tym przekonaniu, jednakże Zosia brnie w związek z nadzieją, że z czasem będzie wszystko tak, jak o tym zamarzyła.

„Czy lepiej kochać i nagle tę miłość stracić, czy nigdy w życiu nie zaznać tego uczucia?”

Śmierć jednej z najbliższych jej osób sprawia, że ta młoda kobieta dowiaduje się czym jest niewyobrażalna pustka i smutek. Gdzie się udać po poradę, jeśli nie ma do kogo? Co zrobić jeśli On zawiedzie?

„A ty jego kochasz? Czy po prostu tak bardzo potrzebujesz ciepła i miłości, że polecisz za każdym, kto ci tego ciepła trochę da?”

Okazuje się, że Zosia po Stefanii odziedzicza wszystko, co ta miała – zarówno mieszkanie w Gdańsku jak i tajemniczą willę w Rudzie Pabianickiej. Los sprawia, że dziewczyna ląduje z dala od rodzinnego domu, bez faceta, w zupełnej rozsypce, ale z niezwykłą niespodzianką. Na jej drodze stawia jednak pewnego rodzaju Anioła Stróża, który nie pozwoli jej zginąć w ciemnym, zakurzonym i opuszczonym miejscu. Obejmuje ją troskliwymi ramionami, a z czasem wtapia się w jej życie i rozjaśnia mroki tajemnic, które po kolei rozwiewa również Pan Andrzej – silnie związany z Panią Stefanią, a także znaleziska ze strychu.

„Wiesz, kiedy się starzejemy? Gdy tracimy zdolność intensywnej miłości. A wiesz, dlaczego umieramy? Bo się męczymy życiem i miłością.” – Zofia Casanowa

Czy Zosia stawi czoło przeciwnościom i ułoży sobie życie w Rudzie? Jaki wkład w to będzie miał Szymon, będący nie mniej tajemniczym co sam budynek? I co tak naprawdę skrywa dworek?

„Chodzi o to, by pięknie przeżyć każdy dzień. By zasypiać z myślą, że zrobiło się wszystko. By tak żyć, że wieczorem, gdy kładziesz się spać, niczego nie żałować.”

„Czereśnie zawsze muszą być dwie” to zdecydowanie najpiękniejsza powieść w dorobku Magdaleny Witkiewicz. Czyta się ją z zapartym tchem, wsiąka w losy bohaterów niczym woda w gąbkę. Książka pisana tak cudownym językiem i naszpikowana tak dużą ilością pięknych słów, z których większość włączyłam do swojego życia codziennego powinna być obowiązkową pozycją w każdej szanującej się domowej biblioteczce. Cytaty z niej powinny być mantrą wypowiadaną codziennie rano, a sama historia jest dowodem na to, że po burzy zawsze wychodzi słońce.

W tej wzruszającej historii znalazłam cząstkę siebie, poczułam się bardzo związana z Zosią, gdyż sama w życiu byłam nakierowywana na bycie „kimś”, kim być nie chciałam. Na swojej drodze spotkałam takiego „Mareczka”, dla którego ważne było tylko to co on sam czuł, a wszystko wokół było li tylko pionkami w grze. W grze o dobry byt, o ustatkowanie się pod względem materialnym. A może i teraz mam przy sobie kogoś takiego? Może tak jak Zosia brnę w to dalej, jak ćma do światła wiedząc, że i tak się sparzę? Czy kilka chwil uniesień i poczucie, że może z tego będzie coś „więcej” jest warte morza wylanych łez?

Wszystko co dobre szybko się kończy. Tak było i tym razem, mimo że książka jest dosyć obszerna. Niestety, pióra Madzi zawsze mi brakuje i jest mało, dlatego jej książki czytam po kilka razy – za każdym razem jednak z tak samo zapartym tchem i z taką samą ekscytacją. Gdy dotarłam do strony z napisem „Koniec”, pojedyncza łza spływająca po moim policzku naznaczyła kończącą się historię. Często mam tak, że po przeczytaniu danej pozycji w mojej głowie pojawia się masa pytań „co dalej?”, „kiedy kolejna część?”, „przecież to się nie może tak skończyć!”. W tej sytuacji tak nie było. Owszem, było mi przykro, że powieść już dobiegła końca, ale czułam wewnętrzny spokój, wiedziałam, że temat został wyczerpany i pogodziłam się z myślą, że teraz Zosia będzie żyła swoim życiem, tak jak ona sobie je ułoży. A napisać książkę w ten sposób, to nie lada sztuka.

„Człowiek nie powinien być sam na tym świecie. Drzewo czereśni potrzebuje innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce. Tak jak człowiek, gdy kocha – rozkwita.”

Czy polecam? Z całego serca. „Must have” roku 2017!
Czy wrócę do historii? Z pewnością. I to nie jeden raz. Ale poczekam, aż trochę szczegółów z historii zapomnę

Także Moi Kochani! Migusiem na strony księgarni i zamawiajcie w przedsprzedaży! Warto!

Serdeczności, Magdalena

PS. Czas na rozwiązanie konkursu! Książkę Magdaleny Kozioł wygrywa numer 13, czyli Pani Halina Bieniek! Serdecznie gratulujemy Czekamy na adres do wysyłki pod mailem hesia.szymczyk@gmail.com 3 dni

„Pan Wilk i kobiety” – Jarosław Wilk

Pierwsza i ostatnia randka…

W Internecie na blogach recenzenckich pewien czas temu aż huczało o Panu Wilku. Kobiety się nim zachwycały, mężczyźni mu zazdrościli, czego?

Książka „Pan Wilk i kobiety” powstała na podstawie bloga Jarosława Wilka, którego niestety nie miałam przyjemności czytać wcześniej. Aktualnie na www.panwilk.pl znajdują się jedynie cytaty oraz reklama. A szkoda. Chciałabym zobaczyć jak to wszystko wyglądało zanim Pan Wilk postanowił wydać swoje słowa na papierze.

Wiele z Was pewnie spyta od czego rozpoczął się wielki BUM! na tę opowieść. Ludzie oszaleli na tym punkcie po opublikowaniu przez pewien portal słów autora książki „Nic tak nie cieszy mądrego mężczyzny jak zboczona kobieta”. No cóż, czy można to nazwać głębokim przesłaniem? Czy to cudowny cytat na miarę Paulo Coelho tudzież Dalajlamy? Z mojej perspektywy nie.

Głównym bohaterem jest tytułowy Pan Wilk – mężczyzna z niewiele ponad 170 cm wzrostu, po 40. Lubi dać i kwiaty i klapsa. Sam o sobie mówi „Jechałem tramwajem Generacji X, by wysiąść na przystanku . Okazało się, że na tym przystanku wysiadłem sam. Człowiek ten został skrzywdzony przez kobietę, która odeszła zostawiając go samego, z bolącym sercem. Ale czy powinien Ją za to obwiniać? W końcu nie odeszła do innego mężczyzny, po prostu miała dosyć ciężkiej sytuacji w domu, którą stworzył on… Na okładce ktoś postawił pytanie „Skurwysyn czy romantyk?” i na to pytanie przede wszystkim szukałam odpowiedzi.

Wilk na portalach randkowych poszukuje zabawek, bo z pewnością kobiet w jego typie nie można nazwać damami. Rozumiem, że wszystko jest dla ludzi, ale poczułam się praktycznie na samym początku mocno zniesmaczona całą sytuacją. Wyśmiewa słynnego Pana Greya, ale sam próbuje go udawać może w trochę mocniejszej wersji. Wyśmiewa czytelniczki E.L. James mówiąc, że tworzy literaturę dla kur domowych, a za jej sprawą wszystkie kobiety na świecie chcą być traktowane przedmiotowo, pragną wiązania i smagania biczem po tyłku. Serio?!

Nie wchodzę nikomu do łóżka, nie wnikam w co kto lubi, ale nigdy nie zrozumiem jak można pozwolić jakiemukolwiek mężczyźnie sobą pomiatać. „Kotku”, „skarbie”, „kochanie” – takie określenia to już przeżytek. Według Wilka kobieta to „suka”, „szmata”, „kurwa”, „dziwka”. I takie określenia padają przez całą książkę. Już pomijam to w jaki sposób główny bohater pieprzył znalezione w czeluściach Internetu „koleżanki”.

„-Nie prowokuj, Suko. Nie chcę cię męczyć. Chcę tylko, byś grzecznie otworzyła buźkę, abym mógł ją przelecieć.
- Pierdol się, cieniasie – wyszeptała przez zaciśnięte zęby.
Zakręciłem łańcuchem jeszcze dwukrotnie.
- Otwórz pysk, zdziro.
- Wal się kutasie.”
I takich cytatów w książce jest na pęczki. Po prostu kwintesencja intymności i niesamowitego polotu literackiego. W całym stadzie kobiet, które Wilk przeleciał znalazła się tylko jedna, której nie wyzywał. Dobrze się dogadywali, ale niestety w łóżku porozumienia brakowało. Chociaż nie, nie w łóżku, w seksie, który był dla niego niezmiernie ważny. I nie zadowalał go czuły stosunek, bez poniżania to już nie było to. Najbardziej podniecały go imitacje gwałtów, nie rozumiał słowa „nie”. Doprawdy, romantyk.
Pomijam już fragmenty, w których narratorem był kot Mruk uwielbiający kobiece nogi i stringi pod spódnicą, których widać prawie nie było. Rozdziały z tej perspektywy wyglądały jakby pisał je ktoś co najmniej po dopalaczach. Dopiero z czasem zauważyłam, że w ten sposób autor chciał opisać swoje życie z Nią, bo ze swojej perspektywy mógłby nie ująć tego zbyt obiektywnie.
Pod koniec powieści Pan Wilk pokazuje swoją jaśniejszą stronę, ale to wszystko dzieje się za sprawą kobiety, przy której może być sobą, bez tych wszystkich poniżeń i cielesnych upokorzeń. Ale niestety i tu happy endu nie było, bo Wilk bez tego nie może żyć.
Szczerze? Po przeczytaniu tejże lektury nawet ja chyba straciłam szacunek do pewnych kobiet. Wilk nie miał go chyba nigdy, bo nawet nie nazywał ich po imieniu tylko nickami z portali. Nie jestem feministką, nie jestem wielką fanką Pana Greya, nie jestem kłodą w łóżku, ale „kurwą” czy „szmatą” nigdy bym nie pozwoliła się nazwać, a bohaterki książki wręcz to uwielbiały.
Mam pewne wątpliwości co do tego, że wydarzenia w książce są prawdziwe. Czy naprawdę na świecie jest tyle młodych kobiet (między 25 a 35 rokiem życia), które dają się poniżać facetowi po 40, który nie ma w sobie nic przyciągającego? Mnie osobiście Pan Wilk odpycha totalnie. W książce pokazał mi się jako zaniedbany, obleśny facet czyhający na młodą dupę. Ot co.
Jestem bardzo rozczarowana książką i niezwykle zniesmaczona. Nie mogłam doczekać się momentu, w którym przeczytam ostatnie zdanie. Zastanawiacie się pewnie „to po co ją czytałaś?”. Otóż jak coś zaczynam to staram się to skończyć, by móc wystawić recenzję.

Czy polecam? Zdecydowanie nie.
Czy sięgnę po kolejną część? Nie.
Czy wrócę do historii jeszcze raz? Nie ma takiej opcji.

Serdeczności, Magdalena

52 kolory życia – Magdalena Kozioł

Magdalena Kozioł jak sama o sobie mówi, jest kobietą, której udało się w życiu po wielu latach poszukiwań odnaleźć pasję. Od dzieciństwa lubiła swoją wyobraźnię, książki i uwielbiała pisać wypracowania. I co? I okazało się, że takie zainteresowania mogą zakończyć się napisaniem własnej książki. Jednak co by było, gdyby nie wytrwałość, natchnienie, wsparcie bliskich?

Od Pani Magdy otrzymałam 7 tomów jej powieści, które na tę chwilę są „białymi krukami” – nie można nigdzie ich dostać. Zanim pogrążę się w lekturze na dobre chciałam Wam przedstawić zarówno profil autorki, jak i zarys powieści.

W pierwszym tomie poznajemy historię niezwykle pięknej Sally i miłości, która niespodziewanie pojawia się na jej drodze i zaskakuje, jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Sally prowadzi szczęśliwe i poukładane życie aż do pewnego wieczoru, kiedy to w nadmorskim mieście zostaje wplątana w ogień działań policyjnych. Od tej chwili historia jest ciekawsza niż ta zza siedmiu gór, rzek i lasów.

Zapowiada się ciekawie, prawda? :) Już niebawem sama o tym się przekonam i podzielę z Wami swoimi spostrzeżeniami.

Ale mam dla Was niespodziankę! Autorka przekazała na konkurs jedną z części swojej powieści z autografem i dedykacją! Smakowity konkurs tym bardziej, że to egzemplarz niedostępny na tę chwilę :)

Co trzeba zrobić? Polubić fanpage bloga na Facebooku https://www.facebook.com/czytamwpkp oraz fanpage autorki https://www.facebook.com/52koloryzycia a w komentarzu na blogu bądź pod postem konkursowym napisać jaki kolor jest Waszym ulubionym i zaprosić do zabawy kilka osób :) Będzie mi niezmiernie miło jeśli udostępnicie konkurs dalej! Konkurs trwa do Wielkanocy, 16.04.2017 do 23:59. Wyniki pojawią się na blogu w ciągu 7dni.

Do książki dorzucam niespodziankę! :)

Serdeczności, Magdalena

Czas na…rozwiązanie konkursów!

Przede wszystkim chciałabym Wam podziękować za tak liczny udział w konkursach, Wasze zaangażowanie i poświęcony czas :)
Jak wiecie bardzo lubię Was nagradzać nie tylko właśnie w takich rozdawajkach, ale również z „zaskoczenia” – w ten sposób dziękuję Wam za komentowanie postów i śledzenie mojego bloga czy strony na Facebooku.
Zdradzę Wam tajemnicę – takich konkursów i niespodzianek szykuje się dużo więcej niż do tej pory!
Jednocześnie chciałam poinformować, że wiele osób nie spełniło wszystkich konkursowych zadań, dzięki czemu niestety nie były brane pod uwagę podczas losowania…

Nie przedłużając oto wyniki!
Główny konkurs na Facebooku z nagrodą ze zdjęcia wygrywa…

17692759_1302059919861593_1149488812_o

Numer 5! Czyli Agnieszka Średnicka! Gratuluję bardzo serdecznie :D

Drugą nagrodę „niespodziankę” za największą ilość zaproszonych do konkursu osób, a było ich aż 69 otrzymuje Katarzyna Jolanta Ba! Moje gratulacje :)

I trzecia nagroda, która nie była przewidziana, ale postanowiłam ją przyznać za kreatywność, leci do Marcina Stankiewicza!

Natomiast jeśli chodzi o konkurs na blogu, w którym poprosiłam Was o polecenie mi książek wygrywa Pani Magdalena Moruś oraz Beata Kandzia. Gratuluję dziewczyny! :)

Zapraszam po odbiór nagród. Na dane do wysyłki czekam 3dni. Zgłaszajcie się na oficjalnym profilu bloga na Facebooku, bądź pod adresem mailowym hesia.szymczyk@gmail.com

Katarzyna Michalak – „Leśna polana”

Są takie książki, które czyta się w jeden dzień bez względu na to, ile stron mają. Wciągają do reszty, sprawiają, że zapominamy o codziennych obowiązkach. Zawijamy się w kocyk i z kubkiem gorącej herbaty dajemy przenieść się autorowi w świat, który stworzył.
I tak też było i tym razem.

Z Kasią Michalak i jej „Poczekajką” zaczęłam swoją przygodę z czytaniem. Historię o pani weterynarz poszukującej swojego wymarzonego domku pochłonęłam czterokrotnie. Kasia ma wielu fanów, ale tak samo wielu „hejterów”, którzy mam wrażenie nie do końca wiedzą co robią. Rozumiem, że komuś takie powieści mogą się nie podobać, ale jest ogromna różnica między konstruktywną krytyką, a zwykłym hejtem. Mam rację? Niestety, żyjemy w czasach, w których ludzie dla lajków i wyświetleń zrobią wiele – nie zważając na to jak ta druga osoba się poczuje. Gonimy za rozgłosem, często nawet jest tak, że nie ważne jak ludzie mówią ważne, żeby to w ogóle robili. Osobiście jeśli mi się coś nie podoba, to po prostu tego nie czytam. Bo i po co? Nie lubię marnować czasu na powieści autorów, którzy nie trafiają w mój gust czytelniczy.
Tym razem dałam się ponieść najnowszej powieści Kasi pt. „Leśna polana”, którą dostałam od Wydawnictwa Znak, za co ogromnie dziękuję.
Gabriela, Majka i Julka poznają się w ośrodku leczenia nerwic i depresji. Ładna nazwa dla psychiatryka, prawda? Każda z nich jest inna, ale może właśnie dzięki temu zaprzyjaźniają się tak szybko.
Majka jest córką bogatych rodziców, którzy myślą, że za pieniądze mogą kupić wszystko – nawet miłość własnego dziecka. Kobieta staje się żądna przygód, co rusz ląduje w łóżku z innym facetem z nadzieją, że ten nad ranem bez pożegnania opuści jej mieszkanie. Życie komplikują jej dwie kreski na teście ciążowym…
Julka daje się wykorzystywać przez coraz to nowych „misiaczków”, którzy żerują na niej niczym pasożyty. Ona ma tylko prać, sprzątać, gotować i dawać się posiąść w łóżku. Gdy postanawia za namową przyjaciółek odejść od gacha, zostaje przez niego dotkliwie pobita, a uciekając skacze z drugiego piętra… W ciężkim stanie do szpitala odwozi ją dwóch tajemniczych mężczyzn.
Natomiast Gabrysia, nasza główna bohaterka, ma za sobą najcięższe z nich trzech życie. W latach młodości (chociaż teraz wcale taka stara nie jest!) była zakochana na śmierć i życie w Wiktorze, z którym miała wieść szczęśliwy los w domku zwanym „Leśną polaną”. Niestety, rzadko bywa, że dostajemy to czego chcemy. Chłopak zostaje zmuszony do zerwania zaręczyn co doprowadza do prawdziwej tragedii tych dwojga.
Wiktor w dzieciństwie opiekował się przybranymi braćmi (Marcinem i Patrykiem), których nie pozwalał skrzywdzić, więc sam był katowany przez okrutnego ojczyma, którego podniecała krzywda innych. Kochał zadawać ból, bić tak by nie zabić, a żeby ofiara cierpiała najbardziej na świecie. Przez kilkanaście miesięcy podczas II Wojny Światowej znęcał się nad Antonim, który jako pierwszy więzień wojenny sprzeciwił mu się za co poniósł srogą karę. Losy Gabrieli i Wiktora splotły się na długo przed ich pojawieniem się na świecie…
I wszystko na pozór zaczyna się układać, gdy kobiety obiecują sobie, że palą za przeszłością wszelakie mosty, odetną się od bólu i w końcu zaczną życie wypełnione miłością i szczęściem. Czy z pozoru łatwy plan wypali?
Wiktor, Marcin i Patryk marzą o stagnacji i domowym zaciszu, o żonie i o dzieciach. Tworzą idealne trio nie tylko w interesie, którzy założyli, ale także w życiu prywatnym. Czy los wynagrodzi im cierpienie z czasów dzieciństwa?
Wiktor bardzo szybko musiał dorosnąć, dzięki dobrym ludziom, których spotkał na swojej drodze wyrwał się ze szpon ojczyma i stworzył dla braci dom pełen miłości. Dobro innych stawia na pierwszym miejscu, mam wrażenie, że nie martwi się o siebie. Jednak silny charakter i upór w dążeniu do celu sprawi, że ten facet osiągnie w życiu jeszcze więcej niż ma w tym momencie.

Majka w konspiracji przed Gabrysią postanawia kupić dla niej domek, o którym ta marzy. Wie, że przyjaciółka nie przyjmie od niej pieniędzy, więc prosty plan wymaga większego zaangażowania niż przypuszczała. Niestety na drodze do spełnienia go stają bracia Prado, którzy zaproponowali właścicielom większą stawkę za „cztery kąty”.

Czy Gabrysia po latach spotka Wiktora? Czy Majka urodzi dziecko nie znając ojca maleństwa? Czy Julia wyjdzie ze szpitala cało?
Jaki wkład w historię ma Adolf? I kim w końcu jest Antoni?

Katarzyna Michalak w swojej powieści nie szczędziła nam opisów budzących grozę, niedowierzanie i wstręt. Ujęła bardzo dobrze motyw wojenny, który z pewnością towarzyszył jej przy pisaniu „Miasta walecznych”. Jestem pod wrażeniem genialnie zbudowanego napięcia, które trzyma mnie nadal oraz researchu, bo wierzcie mi – z książek o tematyce wojennej z pewnością szczegółów katowania Kasia nie wzięła. Daję sobie rękę uciąć, że bazowała na opowieściach osób, które przeżyły „katownię”.
Mamy również do czynienia z charakterystycznym dla powieści Kasi motywie – poszukiwaniu domu, ostoi, miejsca na ziemi. Wiem, że w tym autorka zawarła samą siebie, dała swój wyraz w powieści. Tak jak przed laty sama poszukiwała takiej przystani, tak teraz szuka jej Gabrysia.
„Leśna polana” to opowieść o walce dobra ze złem, które nigdy nie odpuszcza. W historii splatają się losy dwóch rodzin, a może są już splecione od bardzo dawna? Z utęsknieniem, czekam na kontynuację, bo wierzcie mi – zakończenie totalnie rozwala emocjonalnie, pozostawia wiele pytań, na które odpowiedzi nie mogę się doczekać.

Śledząc na bieżąco powieści autorki, śmiało mogę stwierdzić, że od swojej pierwszej powieści zrobiła niesamowity postęp! Na początku jej książki były proste, a teraz! Totalna petarda rozbijająca na miliony kawałków. Przygotujcie sobie zapas chusteczek, bo będą tutaj niezbędne. Dodatkowym plusem jest okładka, która skradła moje serce. Idealnie pasuje do tytułu, do treści i przede wszystkim na okładce jest…nasza Kasia :)
Jeśli jesteś osobą, która ma słabe serce, nie lubi brutalności i znęcania się nad dziećmi to zastanów się dwa razy czy chcesz przeczytać „Leśną polanę”.

Serdeczności, Magdalena

PS. KONKURS! Podobała Ci się recenzja? Pochwal się co ostatnio czytałeś/aś w komentarzu! Nie musi to być opis, recenzja, wystarcza sam tytuł książki, która zrobiła na Tobie wrażenie. Dwie osoby wygrają po komplecie prześlicznych sowich zakładek! :) Czas do końca marca :) Pamiętaj, by się podpisać :)

Jacek Fedorowicz – „Święte krowy na kółkach”

Kto z Nas nie zna uśmiechniętego Pana na zdjęciu? Jako mała dziewczynka nie raz trafiałam na program „Dziennik Telewizyjny”, który prowadził Pan Jacek. Niestety móżdżek dziecka nie wszystko rozumie i wtedy miłością do programu nie pałałam, dziwiąc się dlaczego dorośli tak bardzo lubią go oglądać. Teraz, gdy na karku mam 24 lata i poznałam twórczość Jacka Federowicza mogę jedynie żałować, że w latach młodości (jakbym teraz jakaś stara była) owego programu nie oglądałam.
Już w pierwszym rozdziale pt. „Zamiast wstępu” Pan Jacek daje się poznać jako ciepła osoba pełna humoru i dystansu do samego siebie. Jak mówi, jest „dyplomowanym artystą malarzem, a dokładniej: malarz sztalugowy, olejny, niesprzedawalny.”. Zdradza również tajemnicę, że w jego rodzinie imiona zaczynają się od „ja” (np. Jacek, Jan, Janina, Janusz) co świadczy według niego o chorobliwym egocentryzmie Fedorowiczów. Wraz z upływem kart książki takich tajemnic jest coraz więcej, ale nie mam zamiaru ich zdradzać – będziecie mieć większą satysfakcję z lektury! :)

„JACEK FEDOROWICZ JEST JAK FORREST GUMP – BYŁ WSZĘDZIE I WIDZIAŁ WSZYSTKO”

I coś w tych słowach jest! To człowiek, który chyba nigdy się nie nudził. Z resztą inteligentni ludzie nigdy się nie nudzą! A nie od dziś w końcu wiadomo, że dystans do siebie i poczucie humoru właśnie o inteligencji świadczą, której braku nie możemy zarzucić Panu Jackowi. „Święte krowy na kółkach” są przezabawną książką na przesilenie wiosenne. Pan Jacek połączył humor ze słownictwem na bardzo wysokim poziomie (nie raz musiałam korzystać z pomocy wujka G), dzięki czemu historię czyta się lekko i bardzo przyjemnie.

„FEDOROWICZ PUSZCZA OCZKO I ŻONGLUJE TEMATAMI, KTÓRE SAME CISNĄ MU SIĘ POD PIÓRO: OD KWESTII PSICH KUP NA TRAWNIKACH PO ŚWIATOWE SKUTKI AFER PODSŁUCHOWYCH (…)”

W powieści podróżujemy z przymrużeniem oka przez czasy od II Wojny Światowej przez lata PRL’u po czasy dzisiejsze. Bez sensu jest to bym parafrazowała Wam recenzje innych, co jest nieuniknione, gdy chcemy o czymś opowiedzieć. Powiem więc jedno: Pan Jacek jest osobą, którą bezwzględnie każdy powinien znać! Tym bardziej po tę pozycję powinny sięgnąć osoby, które nie miały okazji żyć w PRL’u – książka jest bowiem skarbnicą wiedzy z punktu widzenia „szarego” obywatela. Co nie oznacza, że osoby żyjące w tamtych czasach powinny ją omijać szerokim łukiem! Co to to nie :D Dla takich osób ta pozycja jest wręcz obowiązkowa! :)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Wielka Litera.

Serdeczności, Magdalena

„Gorzej być (nie) może” – Małgorzata Falkowska

W końcu między kursami na trasie dom-szpital-dom znalazłam chwilkę by móc przedstawić Wam kolejną przeczytaną przeze mnie książkę. Kojarzycie może „Mąż potrzebny na już”? „Gorzej być (nie) może” to kontynuacja przygód nierozłącznych przyjaciółek, które mimo tak odmiennych charakterów nie wyobrażają sobie życia bez siebie. W tej części skupiamy się na niesfornej Zosi, której życie spłatało figla sprawiając, że z rozpieszczonej jedynaczki stała się starszą siostrą 2-letniego potwora, a jej przyjaciółka stała się jej „macochą”.
Maks wraz z Baśką starają się pokazać Zośce co tak naprawdę liczy się w życiu, bo nie są to z pewnością pieniądze jej tatusia. I tak historia rozpieszczonej dziedziczki staje się pełną niespodzianek powieścią o dążeniu do wewnętrznego szczęścia nie tylko własnego, ale także innych.
I pomyśleć, że wszystko zaczyna się od zaginięcia małej Zuzki, która została pod opieką siostry. W zacięte poszukiwania włącza się Sebastian – początkujący pisarz będący sąsiadem Zosi, na którego ta nie zwracała do tej pory uwagi. Mogę delikatnie zdradzić, że Sebastian na dłużej zagości w życiu naszej bohaterki…
Dobra wiadomość dla osób, które polubiły pozostałe bohaterki! Oczywiście wszystkie biorą czynny udział w przemianie Zosi. Ciekawi Was jak się toczą losy Berki? Powiem tylko tyle, że kulka się dalej toczy :D

Małgosia Falkowska po raz kolejny stanęła na wysokości zadania! Przyznaję szczerze jak na spowiedzi – początkowo książka mnie nie wciągnęła, strasznie mnie wkurzała Baśka, która według mnie przeobraziła się w macochę jak z baśni. Dziwiło mnie to gdzie się pojawiła ta przyjaźń, która łączyła te dwie dziewczyny. W drugiej części czuć było wręcz pewnego rodzaju nienawiść między nimi. Ale tylko pozornie… Książka wraz z kolejnymi kartkami wciąga coraz bardziej, a znakiem rozpoznawczym Gosi jest to, że końcówka książki to istny Armaggedon! Aż żałuję, że nie mogę Wam powiedzieć o tym jak historia się kończy! Wraz z ostatnimi słowami żałowałam, że to już koniec! A potem snułam rozmyślania na temat „co dalej?”. Już nie mogę się doczekać kolejnej części pt. „Poszukiwani, poszukiwany”!

Jest tyle rzeczy, o których chciałabym Wam powiedzieć, ale nie mogę! Spoilerowania sama nie lubię, więc nie będę tego robić :) Jeśli ktoś z Was chciałby się wymienić odczuciami po przeczytaniu lektury – wiecie gdzie mnie szukać :D Jedno mogę powiedzieć z ręką na sercu – jeśli szukacie lekkiej książki, pełnej humoru i nauki o tym, jak być lepszym człowiekiem śmiało sięgajcie po tę pozycję. Nie zawiedziecie się!

Ale rąbka tajemnicy uchylę – po ciężkiej do przejścia ciąży Berka zostanie mamą… Z niespodzianką! :D

Serdeczności, Magdalena

PS. Zapraszam na www.facebook.pl/czytamwpkp/ gdzie czeka na Was konkurs! :)

„Boys from hell” – Agnieszka Lingas-Łoniewska

Z uwagi na to, iż recenzja dotyczy piekielnie gorącej powieści bardzo proszę osoby niepełnoletnie o przewinięcie strony na kolejny post :) Nie chcemy, by młodzież była zgorszona przez Czytam w pociągu :)

Jeśli wyjeżdżając na weekend poza miasto bierzecie w torbę „Boys from hell” to przygotujcie się, że przeczytacie ją w jeden wieczór. Nawet jeśli skończycie nad ranem to i tak się od niej nie oderwiecie – potwierdzone info! Myślałam, że będę czytała ją caaały weekend, nic bardziej mylnego!

A to wszystko za sprawą 25-letniego Jaxa, szefa gangu harleyowców o nazwie „Boys from hell”. Zabójczo przystojny, wysoki chłopak kradnie serce każdej napotkanej na drodze damskiej istoty – niestety, bez wzajemności. Osierocony w dzieciństwie i wychowywany przez starszego brata ma problemy z okazywaniem emocji, ale w stosunku do siostry i jej córki jest niesamowicie opiekuńczy. Czy pod tą skorupą „gangstera” kryje się drugie oblicze? Życie Jaxa przewraca się o 180 stopni w momencie, gdy na jego drodze staje Anna. 18-letnia córka burmistrza całe swoje życie przebywała w prywatnych szkołach z internatami, w których brakowało jej przede wszystkim rodzicielskiej miłości. W żadnym z ośrodków nie czuła się bezpieczna, beztroska, a teraz na jej drodze staje ON – wybawca, dżentelmen, na którego widok miękną kolana…i nie tylko. Na tych dwoje uczucia spada niczym grom z jasnego nieba, ONA – niedoświadczona, przeżywająca swoją pierwszą prawdziwą miłość… ON – odpowiedzialny za nią, za osobę, którą oswoił i wprowadził w tajniki pierwszej miłości i pokazał jak smakuje seks. Mimo krótkiego rozwoju znajomości (jeśli mogę tak napisać) ich uczucie jest niezwykle intensywne, rozpala oboje do czerwoności. Ale czy ta miłość ma prawo bytu? Czy różnica w latach i w pochodzeniu ma znaczenie? I przede wszystkim co na to apodyktyczny tatuś Anny? Czy uczucie młodych ma szansę na przetrwanie?

Mogę pokusić się o stwierdzenie, że powieść jest podobna do „Romea i Julii” we współczesnym wydaniu. W obu przypadkach mamy do czynienia z pewnego rodzaju zakazaną miłością i przeciwnościami jakie los zrzuca młodym ludziom pod nogi.

Książka niesamowicie pobudza wyobraźnię jeśli chodzi o sferę erotyczną. Jeśli autorka „te” sceny opisywała z autopsji to niesamowicie jej zazdroszczę! Sama historia poruszyła we mnie takie uczucia, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. O 2 w nocy siedziałam z książką w ręku i płakałam tak rzewnymi łzami jak mała dziewczynka po utracie ukochanego kotka.

Słysząc nazwisko Lingas-Łoniewska już wiem, że muszę się przygotować na huśtawkę nastroju. To co ta kobieta wyprawia z moimi odczuciami to istny rollercoster! Nawet nie wiem, co mam Wam napisać! Dosłownie brak mi słów! Ale autorka ma już taką renomę, że jej książek nie trzeba zachwalać – można kupować je w ciemno, nigdy się nie zawiedziecie. Do powieści w gratisie powinny być dołączone chusteczki higieniczne, bo ilość łez, jakie wylałam przy „Boys from hell” można mierzyć w litrach. Chciałabym w tym miejscu oskarżyć uroczyście o moje zbyt wygórowane wymagania co do mężczyzn Panią Agnieszkę! Marzy mi się mężczyzna, jakiego tworzysz na kartach swojej powieści, a rzeczywistość jest niestety brutalna i trafiam na same ochłapy :( Ale kto wie? Może już niedługo przeżyję takie zawirowania jak Anna?

A książkę polecam tak gorąco, jak gorącymi są chłopcy from hell ;)

Serdeczności, Magdalena

„Do trzech razy śmierć” – Aleksander Rogoziński

Znacie to uczucie, kiedy na coś bardzo czekacie? Jak małe dzieci na Świętego Mikołaja, jak mama na swoje pierwsze dziecko, jak przestraszona nastolatka na okres, jak ja na nową powieść Księcia Komedii Kryminalnej? Niczym osiedlowy monitoring przesiadywałam w oknie i oczekiwałam na listonosza. I nastała ta wiekopomna chwila, w której oto Róża Krull pojawiła się w moim życiu, by dać mi nieprzespaną noc, a co za tym idzie podkrążone oczy i kilka innych oznak braku snu (doktor Gwóźdź i hialuron będzie mi z pewnością niebawem potrzebny!). Z początku stwierdziłam, że baaaardzo źle się będę czuła, a z owej „choroby” wyrwać może mnie li tylko nowa historia spod pióra Alka Rogozińskiego. Zapomniałam chyba o swoich „czarownicujących” zdolnościach, ponieważ tak oto dopadło mnie przeziębienie i lekturze mogłam się oddać owszem w łóżku, niestety w asyście syropu na kaszel i tabunu chusteczek… Jednak nie dałam się! I mimo ogólnego osłabienia z przeczytaniem zeszło mi tyle czasu, ile się spodziewałam. Jednak czynny udział w opóźnieniu recenzji ma, a jakże! moja psina – Tosia, której najwygodniej się śpi na mojej szyi, a w takiej pozycji nie tylko niewygodnie się czyta, ale również pisze.

Róży Krull chyba nie trzeba Państwu przedstawiać! Ale pro forma uczynię to, a jeśli ktoś nie zna owej zacnej kobietki to niechaj mi się nawet do tego haniebnego czynu nie przyznaje, bo się srogo pogniewamy! Róża jest dosyć ekscentryczną 35-letnią panią (może powinnam w tym momencie napisać „dziewczyną”?), autorką powieści kryminalnych i pasjonatką zagadek wszelakiej maści. Uparcie twierdzi, że z doktorem Gwoździem nic, a nic! jej nie łączy, a zjazd pisarek, na który została zaproszona traktuje jak żart. Jest swoistą femme fatale, co rusz polującą na nowe „mięsko”, ale nauczona doświadczeniami najpierw woli wybranka spytać o wiek zanim dojdzie do niecnych czynów… W przygodzie literackiej towarzyszy jej nieoceniony Pepe, który mimo, że jest PR-owcem najlepiej sprawdza się w kuchni, a jego marzeniem jest praca pod okiem Magdy Gessler. Ten duet skradł moje serce, chciałabym ich poznać osobiście. Paweł doskonale wie, co może jego „chlebodawcę” przekonać do nawet najbardziej zwariowanych pomysłów, a także do udziału w zjeździe, na którym będzie znienawidzona przez Różę Kika… Z pozoru spokojny pobyt w pałacyku pod Krakowem przerywa śmierć jednej z koleżanek „spod pióra”, która została otruta, a przy jej ciele niespodziewanie pojawia się czarna róża… Oliwy do ognia dolewa fakt, że kobieta zginęła tak jak jedna z bohaterek powieści Krull, a na horyzoncie pojawiają się kolejne zwłoki… Czy morderca posunie się dalej i będzie czyhał na kolejne ofiary? Wszak w książce było ich aż trzy! Kto szybciej rozwiąże zagadkę – policja czy detektywi-amatorzy pod postacią pisarek przeróżnych mózgów i charakterów? I co ze sprawą mają wspólnego trzy blogerki i boy hotelowy?

Jak Alek mówił, że będzie dużo postaci to nie chciałam mu wierzyć. Przysięgam, to był ostatni raz! Przeceniłam swoją pamięć i co rusz musiałam wracać na początek książki, aby przypomnieć sobie „kto jest kim”. Na szczęście tak jak w przypadku „Jak cię zabić kochanie?” autor zawarł legendę postaci (dzięki wielkie Ci za to!). A mi nie pozostało nic innego jak jutro udać się do apteki w celu nabycia Biovitalu. 24 lata na karku i już skleroza! Świat się kończy…

Książę kryminału po raz kolejny zaskoczył mnie nietuzinkowym humorem jaki przychodzi mu z niezwykłą lekkością! A wyobraźni powinna mu zazdrościć sama Róża Krull – chłopie, ja nie wiem jak Ty to robisz, ale mój mały móżdżek nie potrafiłby wymyślić nawet jednej kryminalnej zagadki, a Ty ot tak po prostu naszpikowałeś tym całą książkę! Chapeau bas! Wiem, że kryminały to Twoja działka, ale dałabym się pokroić za to, by móc przeczytać powieść spod Twojego pióra o „nostalgicznym pięknie wschodów i zachodów słońca, szumie morskich fal, zapachu bzu, muśnięciu porannej rosy, gdy biega się latem we dwoje po trawie, małym białym domku, w którym słuchać tylko bicie dwóch zakochanych serc, i o splecionych dłoniach…”! Podejrzewam jednak, że tego dnia nie doczekam, ale weź to chociażby pod delikatną uwagę.

Pamiętam jak robiłeś „risercz” by móc dokładnie opisać w książce zachowania autorów na falę krytyki jaka na nich spłynęła. Pamiętam ile to fochów Cię kosztowało :D Ale wiesz co? Było warto :) Tylko proszę – nie rób takiego researchu przy ukatrupianiu jakiejś postaci. I do tej pory nie mam pojęcia skąd wziąłeś imię „Mariella” – miałam problem z przeczytaniem go, z początku myślałam, że to jakaś literówka w stylu „treściowej”, ale nieeeee! Kolejny raz powiększyłeś mój zasób słów, dziękuję :) Spodobało mi się również to, w jaki sposób „kurcgalopem” oddałeś pewnego rodzaju hołd Joannie Chmielewskiej w swojej powieści. Czytając „Do trzech razy śmierć” w głowie miałam Twój głos znany z transmisji na żywo i wiesz co? Ty się zastanów nad nagraniem audiobooka! Mówię Ci! ;)

Oficjalnie pobiłam swój rekord w indeksowaniu książki! Nic nie poradzę na to, że tyle fragmentów zasłużyło na zapamiętanie :)

Dobrze, że tym razem czytałam w łóżku, a nie w pociągu, bo nagłe napady śmiechu zgorszyłyby pasażerów tak, jak zrobiły to z moimi współlokatorami, którzy kilka razy pytali się czy ze mną wszystko w porządku. Jak przeczytają to będą wiedzieli, że jest to nieodzowny element towarzyszący powieściom Księcia Komedii Kryminalnej. Cieszę się, że to pierwsza część serii „Róża Krull na tropie” i nie mogę się doczekać kolejnej!
Jeśli owej pozycji nie ma jeszcze na waszej półce to szybciutko zamawiajcie, bo warto! Must have 2017 roku! Z pewnością nie raz powrócę do tej historii.

Alku! Po raz kolejny udowodniłeś mi, że pierwsze miejsce, które zajmujesz na mojej liście ulubionych autorów jest jak najbardziej uzasadnione.
Liczę na to, że za ową recenzję nie znajdę w skrzynce na listy łba konia ;)

Serdeczności, Magdalena

„Koncert cudzych życzeń” – Izabella Frączyk

Magda jako mała dziewczynka miała skłonności do tłumienia w sobie emocji, skrywania bólu i przeżywania wszystkiego w samotności. Wakacyjne pobyty w stadninie u babci przynosiły jej chwile dziecięcej beztroski, a także pierwsze „motyle w brzuchu”. Wszystko pękło jak bańka mydlana w momencie, gdy rodzinę opuścił ojciec Magdy odchodząc do innej kobiety. Mała dziewczynka straciła w tym momencie poczucie bezpieczeństwa i ukochaną babcię, która przestała się z nią kontaktować.
Teraz Magda jest dorosłą kobietą z adekwatnymi do jej wieku problemami. Właśnie straciła pracę, a jej teściowa Leontyna zwaliła się na głowę młodemu małżeństwu, ponieważ musiała sprzedać swoje mieszkanie. Kochająca swojego męża, Tomka, przymyka oko na przebiegłą i skąpą „mamusię”, która zakochana w wikarym z pobliskiej parafii zaciąga lichwiarskie pożyczki. W momencie nawarstwiających się problemów Magda zapomina o sobie i swoich potrzebach, pragnieniach, a ludzie, z którymi mieszka z czasem zmieniają się nie do poznania. Tomek – niegdyś perfekcyjny mąż, teraz oddaje się w wir pracy, staje się typowym maminsynkiem i robi wszystko by matka dostała to czego pragnie – nawet kosztem własnej, niedawno założonej rodziny. Nacisk ze strony teściowej tęskniącej za byciem babcią dodatkowo komplikuje sprawę…

Wszystko zmienia się diametralnie, gdy okazuje się, że babcia, która nie odzywała się do swojej wnuczki przez ostatnie kilkanaście lat zapisuje jej i siostrze bohaterki stadninę z całym dobrodziejstwem inwentarza. Magiczne miejsce w Pieńkach kiedyś przyciągające atrakcjami i zapachem wakacji dziś odstrasza. Jest zaniedbane, konie są w kondycji pozostawiającej wiele do życzenia, a całość jest obciążona kredytem. Zła na męża i jego mamę Magda postanawia przyjąć spadek w takim stanie jakim jest i zacząć życie w uroczej wsi, z którą ma najwspanialsze dziecięce wspomnienia.

Czy Magda poradzi sobie z zarządzaniem tak dużego gospodarstwa i będzie kontynuowała rodzinny biznes? Kim jest tajemniczy Staszek? Co się wydarzyło przed laty w porzuconej „rupieciarni” skrywającą tajemnicze i przerażające znalezisko? Czy pomysł z hodowlą strusi okaże się wybawieniem dla stadniny? I co skrywają tajemnicze koperty zaadresowane do Magdy?

„Koncert cudzych życzeń” to przecudowna i ciepła opowieść o sile determinacji, o tym, że nie warto ślepo patrzeć na potrzeby innych, a uszczęśliwianie świata najlepiej zacząć od siebie samego. To jest tak jak z zachowaniem bezpieczeństwa na miejscu wypadku, od czego powinno się zacząć? Od zapewnienia bezpieczeństwa samemu sobie – martwi nikomu się nie przydamy. I tak tutaj Magda z czasem zauważa, że najpierw sama musi czuć się po prostu szczęśliwą i spełnioną by móc pomagać innym, a w otoczeniu wspaniałych ludzi, którzy są niezwykle pomocni można zdziałać cuda!
Myślę, że mnie też przydałoby się takie wydarzenie w życiu, w którym mogłabym porzucić dotychczasowe zajęcia i zacząć tak po prostu wszystko od nowa, z czystą kartą. Magdaleny są niezwykle silnymi kobietami, które dążą do postanowionego sobie celu, wyszukują rozwiązań problemów jakie los rzuca im pod nogi i zawsze mają plan B :) Nie mogę się doczekać kolejnej części trylogii pt. „Spalone mosty” – oj coś czuję, że będzie gorąco. A gdybyście tylko wiedzieli jak pierwszy tom się kończy… Będzie się działo!

Uwielbiam styl pisania Izy – pomysł na historię z pewnością był taki, jakich wiele. Ale to co stało się po drodze sprawiło, że książka bardzo wciągnęła mnie w swój wir. Przeplatane wątki trzymają w napięciu, a zakończenie pozwala na niecierpliwe przebieranie nogami z cisnącym się „ja chcę więcej!” na usta :)

Serdeczności, Magdalena